Ostatnia aktualizacja: 1 marca 2003
Wywiad przeprowadzili: Edyta Muł-Pałka i Andrzej Pałka
Nowa Gildia: Pisał Pan opowiadania, działał w "Fantastyce", współtworzył komiks (Funky Koval), był obecny na wielu konwentach i dzięki wydaniu Warhammera rpg praktycznie wykreował w Polsce gry fabularne. Czy mógłby Pan w paru zdaniach opisać przebieg swojej przygody z fantastyką?
Jacek Rodek: Oprócz tego robiłem jeszcze parę innych rzeczy. Działałem w klubach studenckich, zapoczątkowałem ruch wideo w Polsce, bawiłem się w harcerstwo i tak dalej, i tak dalej... Przygodę z fantastyką rozpocząłem od zainteresowania astronomią i czytaniem książek w szkole podstawowej. Były to książki głównie przygodowe jak i fantastyczne. W 1976 roku współorganizowałem Ogólnopolski Klub Miłośników Fantastyki zwany OKMFiSF i byłem jego działaczem aż do przekształcenia się klubu we PSMFczyli Polskie Stowarzyszenie Miłośników Fantastyki. Potem się wycofałem z działalności klubowej a zająłem organizacją i pracą w "Fantastyce".
W jaki sposób zetknął się Pan z grami rpg?
Po raz pierwszy w 1982 albo 83 roku przez kolegę, który wrócił ze Stanów Zjednoczonych i przywiózł podręczniki do AD&D. Miał trzy podstawowe podręczniki. I tak to się zaczęło. Mnie i Darka Torunia zafascynowały te gry i zaczęliśmy grać. W pierwszej grupie osób, którzy w to grali uczestniczył jeszcze, ze znanych osób, Wiktor Żwikiewicz
Jak od fascynacji przeszedł Pan do wydawnictwa?
Jak już wcześniej wspomniałem, miałem do wyboru dwie opcje: mogłem dalej siedzieć w "Fantastyce" lub zrobić coś nowego, co zawsze mnie interesowało - robić nowe rzeczy - i uruchomić wydawnictwo. Żadna z tych firm, w których wtedy byłem tzn. założona przeze mnie SFERA - która wydawała gry planszowe oraz Spółka Fantastyka, nie były zainteresowane tematem rpg. Ponieważ od dawna miałem kontakty z firmą Games Workshop i system Warhammer wydawał mi się ciekawą propozycją dla polskiego odbiorcy a system Kryształy Czasu, który miał być pierwszym polskim systemem rpg-oryginalnym, nie nadawał się ze względów językowych do publikacji i wymagał wiele pracy przystosowującej do druku. Jak wszyscy wiedzą zajęło to nam kilka lat. I tak zaczęliśmy z pismem Magia i Miecz w nakładzie 2 tys.
Własnie.. Magia i Miecz.. Co zadecydowało o upadku tego tytułu? Prawa rynku, wyczerpanie pomysłów i koncepcji? A może coś zupełnie innego?
Myślę, że jak sięgnie się do mojego pożegnalnego wstępniaka, to można tam znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Ale uogólniając, to wszystkie te czynniki miały wpływ.
Jak z perspektywy 10 lat postrzega Pan rozwój rpg oraz rynku rpg w Polsce?
Czy zamierza Pan zajmować się wciąż tą branżą?
Po pierwsze, myślę, że pierwszy szczyt rpg mamy już za sobą. Nic nie wskazuje na to, żeby miała przyjść nowa fala, a wręcz przeciwnie. Wiele symptomów wskazuje, że rynek odbiorców młodzieżowych będzie się zmniejszał. Po wyżu demograficznym przyjdzie niż. Drugim czynnikiem jest rozwój crpg, który też swój kamyk do ogródka dołożył. Oczywiście, nie stanie się to wszystko z dnia na dzień, nie mniej tendencja jest wyraźna. Jeśli chodzi o drugie pytanie, to na razie myślę, że będę nadal zajmował się rpg, aczkolwiek nie z takim zaangażowaniem jak do tej pory. Będzie to zależało od zapotrzebowania na nasze produkty. Niektórych linii nie będziemy kontynuowali a inne będziemy rozwijali. Niemniej będzie to cieniem tego, co było kiedyś. Myślę, że linia Wiedźmina będzie rozwijana. Co do innych systemów - zobaczymy.
Czyżby zatem rynek naprawdę aż tak drastycznie się skurczył, że pierwsze wydawnictwo rpg odchodzi od rpg?
Tak.
W takiej sytuacji mogę się domyślić odpowiedzi na pytanie, które chciałabym zadać, a mianowice czy zostanie może wznowiony Warhammer?
Nie w naszych rękach jest decyzja. My byśmy z chęcią wydali Warhammera, ale sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana jeśli chodzi o Games Workshop. Firma została podzielona na wiele odrębnych firm i nawet Darek Wyrozębski, który jest na miejscu próbuje od dłuższego czasu pozyskać prawo do decydowania o licencji na Polskę. I to tyle jeśli chodzi o Warhammera.
Czy jest możliwe, że wyda Pan gry rpg polskich twórców?
Feliks Kres, autor związany z MAGiem, wspominał wielokrotnie w wywiadach i rozmowach, że chętnie ujrzałby grę opartą na motywach Księgi Całości. Czy jeśli taka gra powstanie to Pan będzie jej wydawcą?
Nie wykluczam.
Jeśli więc nie rpg to co?
Książki z szeroko pojętej fantastyki. W zeszłym roku wydaliśmy ok. 20 książek, w tym roku planujemy więcej. Około 30. Staramy się wydawać książki ciekawe i wartościowe. Wylansowaliśmy w Polsce Neila Gaimana. Może jeszcze na małą skalę, ale wydajemy tego autora dopiero 2 rok. Odkryliśmy dla polskiego czytelnika takich bestsellerowych autorów jak Erikson, Haydon, McKillip, Martha Wells, Alastair Reynolds, Russel, Williams i nadal w tym roku mamy kilka innych niespodzianek. Z polskich autorów oprócz Feliksa W. Kresa to Krzysztof Kochański . Nadal szukamy tego, co najlepsze we współczesnej fantastyce.
A komiks? Ostatnie lata to niesamowity wręcz rozkwit rynku komiksowego. Biorąc pod uwagę, że w tej dziedzine ma Pan doświadczenie czy Wydawnictwo MAG zaistnieje jako wydawca komiksów?
Być może tak.
Wydał też Pan grę Doom Trooper, która odniosła olbrzymi sukces. Czy można spodziewać sie kolejnych tego typu gier?
Raczej nie. Myślę, że minął czas boomu gier karcianych i najlepszy przykład: Egmont wydał grę opartą na Thorgalu i z tego co wiem, nie została przyjęta tak jak to wydawnictwo oczekiwało. A koszty przedsięwzięcia są olbrzymie.
Złe przyjęcie gry niekoniecznie świadczy od razu o braku zainteresowania. Być może trzeba było jakoś do niej zachęcić, tak jak wydawnictwo MAG zachęcało do rpg, wypromować, zbudować dla niej rynek
Być może
Czy przez 10 lat istnienia wydawnictwa MAG zdarzyły się jakieś nieoczekiwane sukcesy i porażki? Coś zapowiadało się świetnie a sprzedało słabiej, coś było przeciętnym produktem a odniosło wielki sukces?
Tak.
Wielkim niewypałem były Kryształy Czasu.
Wielkim sukcesem był Warhammer, Wiedźmin.
Wielkim niewypałem była też gra Kult, która była świetną grą, z ciekawą grafiką, świetnie pomyślaną, ale niestety kompletnie nie trafioną z przyczyn całkowicie mi nieznanych. Może dlatego, że była skierowana do starszego odbiorcy, a wówczas ten odbiorca nie był zainteresowany takimi produktami. I to jest chyba przyczyna tego.
Doom Trooper - wielki sukces. Ale, niestety, nie wykorzystany w pełni z winy szwedzkiejfirmy, która realizowała zamówienia. Po pierwszym ostrożnym zamówieniu i błyskawicznej sprzedaży całego nakładu, na następny dodruk musieliśmy czekać ponad pół roku. W międzyczasie ostygł zapał i niewątpliwie była to najbardziej zmarnowana szansa na spektakularny sukces finansowy.
Skoro wydawnictwo MAG zmieniło kierunek i zwróciło się ku beletrystyce fantastycznej, czy pojawi się w tym roku czy w następnym coś co może czytelnika zaskoczy?
Jeżelibyśmy teraz wszystko powiedzieli, to nie byłoby zaskoczenia. Ale jak już pewnie wszystkim wiadomo zaprosiliśmy do Polski Neila Gaimana.
Czy to znaczy, że planowana jest jakaś spektakularna niespodzianka?
Mam kilka pomysłów, które chodzą mi po głowie. Wiele zależy od okoliczności i zewnętrznych warunków. No i finansów :-)
Nie uchyli Pan ani trochę rabka tajemnicy przed odbiorcami Nowej Gildii?
Niestety z uwagi na konkurencyjne wydawnictwa wolałbym poprosić o inny zestaw pytań. Ale Gildia na pewno dowie się o nowych pomysłach pierwsza. To mogę przyrzec.
Miło to słyszeć. Dobrze, wrócmy zatem do przeszłości. Czy jest Pan zadowolony z Wydawnictwa MAG, tego co przez 10 lat osiągnęło? Czy może były jakieś rzeczy, które można było zrobić lepiej?
Oczywiście, że można było zrobić wiele rzeczy lepiej. Ale generalnie stworzyłem wydawnictwo od podstaw. Wprowadziłem na polski rynek po raz trzeci coś nowego, czego nikt przede mną nie zrobił. Motorem wszystkich moich przedsięwzięć była zawsze chęć zmierzenia się z pewnym wyzwaniem, hobby raczej i potrzeba samorealizacji niż chęć zarobku. Jak się okazało, to właśnie realizacja hobby stała się pracą zawodową i źródłem utrzymania. I w tym widzę osobiście sukces. Sukces i satysfakcję widzę w tym, że spopularyzowałem pewne trendy.
Na początku powiedział Pan, że zapoczątkował ruch wideo.
Tak. ale chodziło o czasy PRL-u, kiedy szereg filmów trudnodostępnych i tzw. półkowników mogło być oglądane tylko na specjalnych pokazach studenckich. A należały do nich : Łowca jeleni, Blaszany bebenek, 120 dni Sodomy reż. Passoliniego, Emmanuel, Opowieści niemoralne reż Borowczyka. itp. Organizowałem pokazy tych filmów dla wszystkich klubów studenckich w całej Polsce.
A jak wspomina Pan działalność związaną z magazynem "Fantastyka"?
Generalnie, bardzo dobrze. Zakładając "Fantastykę" wybrałem sobie stanowisko, na którym chciałem zajmować się literaturą zagraniczną gdyż czułem, że jest jej duży niedosyt na rynku. W tamtym czasie ukazywał się jeden tytuł z fantastyki na 3-4 miesiące. I nie była to najlepsza oferta z dorobku fantastyki światowej. Było wiele zaległości do nadrobienia. Okres ten uważany jest powszechnie przez czytelników za najlepszy w dorobku pisma "Fantastyka". To pismo było czymś zupełnie nowym na rynku polskim. I to, że udało się nam w tamtych czasach robić takie pismo, jest zasługą całego zespołu. Na ten temat można by długo pisać. Można pisać o bojach z cenzurą, ale mimo wszystko, bardzo dobrze wspominam ten okres. Bo czuliśmy, że żyjemy w pewnej enklawie wolności, którą sobie sami stworzyliśmy.
Pozwoli Pan jeszcze, że poruszę temat Funky Kovala?
Proszę bardzo.
Brenda, Drolle i tytułowy Funky pozostaną na zawsze w pamieci tych, którzy w czasach "Fantastyki" czekali z niecierpliwością na kolejne plansze w kolejnych numerach. Jak to się stało, że stworzyliście Państwo komiks jakiego wcześniej w Polsce w zasadzie nie było?
To tak jak z "Fantastyką". Stworzyliśmy coś czego wcześniej nie było.To nie było trudne patrząc z mojego punktu widzenia. Zawsze miałem wiele pomysłów a dokoła była szara rzeczywistość. Jesli porównać Funky Kovala z komiksami tamtych czasów, to widać zasadnicze różnice. Po pierwsze, nie pisaliśmy pod dyktando ideologiczne. Nie ograniczaliśmy się do kreacji świata li tylko, ale bawiąc się prowadziliśmy także pewną grę z cenzurą. Komentowaliśmy sytuację naszego kraju poprzez dialogi naszych bohaterów i sytuacje w komiksie. Ale to były tylko takie dodatkowe smaczki. Tak naprawdę była to wspaniała przygoda z wymyślaniem i prowadzeniem bohaterów do zakończenia, którego nie znaliśmy i które jeszcze nie nastąpiło. Zawsze chciałem zaskakiwać czytelnika, odwracać puenty w każdym kolejnym odcinku. Maciek Parowski przekuwał to na opis, dialogi, dodawał od siebie swoje pomysły. Przez ramię patrzyl nam grafik . Toczyliśmy niejednokrotnie boje twórcze o to jak ma wyglądać dany kadr, jak ma się potoczyć dana scena, jak potoczą się w danej chwili losy bohatera, i tak dalej. Niemalże żyliśmy tym komiksem, spędzając nad nim wiele godzin spotkań, na których żywo dyskutowaliśmy o akcjii, fabule itp
Już na koniec zapytam jeszcze o konwenty i fandom. Można pokusić się bowiem o tezę, że do popularyzacji rpg w dużej mierze przyczyniły się konwenty. Jaki jest zatem Pana stosunek do konwentów a jaki był wcześniej?
Mam generalnie stosunek pozytywny. Działając w ruchu miłośników fantastyki jeździłem na wszystkie konwenty. Potem miałem przerwę. Pracując w "Fantastyce" jeździłem coraz mniej z braku czasu. Potem nastąpiła znowu przerwa. Od czasu powstania firmy pojawiałem się sporadycznie na konwentach. Ale też prawda jest, że wysyłałem współpracowników na konwenty. Prowadząc firmę nie mam na tyle czasu, by czynnie uczestniczyć w życiu klubowym, jak to bywało niegdyś. Takie są prawa życia.
Sam też organizowałem konwenty i poznałem życie konwentowe też od tej drugiej strony, organizatora. Jedynie co nie podobało mi się nigdy, to pewne sztuczne podziały, które powstawały wśród uczestników. I tak, kiedyś miłośnicy klubów fantastyki, którzy tylko czytali i dyskutowali o książkach, mieli za złe tym, którzy przychodzili obejrzeć filmy fantastyczne. Następnie, jak pojawili się gracze rpg i wnieśli ożywczy prąd do ruchu fantastyki, to zostali przez 'starą' gwardię okrzyknięci "turlaczami kostek" i też w pewien sposób izolowani. Następnie, jak pojawiły się gry karciane, to z kolei poprzednia grupa tzw. klasycznych rpgowców z dezaprobatą patrzyła na karciarzy czy też figurkowców od gier bitewnych. Teraz słyszę, że znowu mamy podział na papierowych rpgowców i jako coś gorszego tych od crpg. Zawsz "starzy" psioczyli na "młodych" I to mi się nigdy nie podobało.
Czy możemy się spodziewać Pana i wydawnictwa MAG na konwencie Teleport organizowanym w lipcu przez Gildię?
Czy mam to potraktować jak zaproszenie? Jesli tak, to dziękuję i obiecuję rozważyć.
Z takich publicznie złożonych obietnic trudniej się ponoć wycofać..
Tak naprawdę, to nie sądzę żebym był atrakcją dla dzisiejszych konwentowiczów. Raczej zamiast mnie chętniej widzieliby spotkanie z pisarzem albo z redaktorem wydawnictwa.
Z tą atrakcyjnością bywa różnie obok młodych uczestników są i starsi
Na razie, nic w naszej dotychczasowej działalności nie tłumaczy mojego uczestnictwa. Co innego, gdybyśmy rozpoczęli coś nowego, nowy pomysł, wtedy każdy zapewne chciałby się spotkać i więcej dowiedzieć. A tak, to co, wieczór wspominkowy? Nie rozdrabniajmy się. Natomiast, jesli rzeczywiście przed lipcem wydawnictwo coś ogłosi, lub wydarzy się coś spektakularnego, o, to wtedy jest rzeczywiście sens. Jak powiedziałem rozważę zaproszenie.
Dziękuję bardzo Panu za rozmowę
Dziękuję również. Do widzenia. Pozdrawiamy serdecznie cały zespół Gildii.
