Ostatnia aktualizacja: 11 marca 2002
Autor: Ceti
"Nie żebym się czepiał, ale czegoś tu nie rozumiem: (...)"
"Czepiać się, nie czepiasz się, ale czegoś na pewno nie rozumiesz."
- z pl.rec.gry.karciane
Po artykule o zaletach Magic'a otrzymałem email, który przekonał mnie, że należy spojrzeć na drugą stronę medalu. Tak więc dzisiaj prezentuję Ciemną Stronę Mocy, tfu Magica.
Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy - Magic uzależnia. Należy przy tym pamiętać, że wszystko uzależnia: alkohol, Internet czy nawet modlitwa. Magic jednak jest w tym dobry. Tym bardziej, że można zacząć od małej działki, a pierwsza jest często za darmo (talia commonów od kolegi). Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a to grozi przejedzeniem, więc należy zachować umiar. Z uzależnienia wynikają dwa następne problemy.
Czasochłonny. Magic jest czasochłonny. Zaczyna się to szczególnie objawiać, gdy zaczyna się grać w miarę poważnie (turniejowo) lub sędziować. Codziennie pojawia się sporo artykułów, które warto przeczytać, na grupie toczą się ciekawe dyskusje (np. o leszczeniu), co miesiąc wychodzi update zasad, raz na 4 miesiące nowy dodatek. Dojazd na turniej to często kilka godzin. No i trzbe jeszcze pograć, to też zabiera trochę czasu. Na szczęście czas ten nie jest stracony (vide poprzedni artykuł), ponosi się jedynie koszt utraconych możliwości.
Kosztowny. Och, na początku każdy kupuje tylko jednego boosterka. Kończy się to na boxach. Aby być konkurencyjnym, trzeba inwestować w karty. Nikt się z tym za bardzo nie kryje. Na szczęście, po osiągnięciu pewnej 'masy krytycznej' ilości kart, wydatki na nie utrzymują się na stałym (ale niezerowym!) poziomie. Do tego dochodzą wydatki na akcesoria (klasery, koszulki), wstęp na turnieje (przynajmniej czasami się zwraca) i koszt podróży (można coś zwiedzić).
Ludzie. Zdarzają się nieprzyjemni. Niestety zdarzają się dosyć często. Potrafią obrzydzić dzień, turniej albo Magic'a. Nie wchodząć w szczegóły należą do nich: oszuści, leszczyciele, chami, itp. element. Z tym się jednak da walczyć, a więc róbcie to.
Mam nadzieję, że dzisiejszy artykuł nie ostręczył was od grania. Jeśli tak, to przeczytaj cie sobie poprzedni.