Wyszukiwanie

Imprezy mangowe
Manga i anime
Konwent conTACT w Inowrocławiu
Ostatnia aktualizacja: 30 października 2004
Opracował: pi-r



-=( Aby obejrzeć zdjęcia - kliknij tutaj )=-

Wyruszyliśmy do Inowrocławia dość wcześnie, bo jeszcze przed wschodem słońca. Nie mielimy wcale aż tak daleko, ale woleliśmy przybyć przed czasem i zając najlepsze miejsca na kaloryferach. Mapka nie zawierała błędów, wiec dotarliśmy bez problemów. Po sforsowaniu drzwi wejściowych i obezwładnieniu ochrony rozpoczęliśmy inwigilacje. Już po chwili okazało się, że możemy być przydatni. Wsparliśmy tamtejszą ekipę w gorączkowych przygotowaniach. Ja zagarnąłem, co droższy sprzęt elektroniczny, a koledzy pozostałe dobra. Teraz można już było poszaleć na całego. Przykładowo RadaZ, 12 minut od wejścia do budynku, biegał już po dachu z jaką szmatą (czytaj - z logiem konwentu). W końcu z małym poślizgiem konwent się rozpoczął.

Organizatorzy przygotowali się na to, że uczestnicy będą walić drzwiami i oknami, a tu kiła. Przez całe dwa dni ludzi było co najwyżej 60 sztuk. Gdy stało się oczywiste, że frekwencja nie dopisuje postanowiono zrezygnować ze sztywnego przestrzegania harmonogramu i rozpoczęła się radosna improwizacja. Przykładowo w założeniach konwentu nie było konsol-room'u, a dzięki takiemu obrotowi sprawy mógł on zaistnieć. Odbyły się dwa panele. Temat pierwszego brzmiał: "Manga, a Religia". Rozmawialiśmy o obecności różnych religii w anime i mandze oraz o stosunku Religii do a&m. Sądzę, że nie wyczerpaliśmy tematu i w tej sprawie można jeszcze wiele powiedzieć. Drugi panel odbył się około północy i dotyczył wampirów. Samo zagadnienie średnio mnie interesowało, jednak uznałem, że może warto przyjrzeć mu się bliżej. Zaserwowano nam sporą dawkę informacji na temat diabelskiego pomiotu. Suche wiadomości były przeplatane zabawnymi wtrąceniami i zanimsię obejrzeliśmy upłynęło 2,5 godziny. Nie był to jeszcze rekord, ale i tak wyszło nieźle. Z ciekawszych pomysłów należy wymienić turniej sumo. Ze względu na płeć, zawodników podzielono na dwie grupy. Następnie pakowano ich w prowizoryczne stroje i wysyłano do boju. Atrakcja ta cieszyła się dużą popularnością i jestem ciekaw, czy jeszcze kiedy odbędą się kolejne turnieje. Kolejnym urozmaiceniem był konkurs "Księga Proroctw". Na terenie obiektu ukryto legendarną Księgę Proroctw. Uczestnicy, poprzez wypełnienie serii zadań mieli odnaleźć ten artefakt. Walka była zacięta i wielu poległo (pozostały po nich, ino białe koci).

Konwentowicze, którzy mieli w sobie, choć trochę artystycznego zacięcia, też mieli co robić. Odbył się tradycyjny konkurs rysunkowy, kalambury oraz Evil DubMan. O ile pierwsze dwa nie wymagają wyjaśnienia, o tyle ostatnia nazwa może być trochę enigmatyczna. W tej konkurencji, najpierw oglądało się fragment anime, a następne należało zaimprowizować własną wersje dialogów (miłość, czy jedzenie, o to jest pytanie - kto był, ten chyba wie, o czym pisze). O mały włos, a zapomniałbym wspomnieć o karaoke. Wspólne wycie do mikrofonu, znakomicie poprawia humor, i niech nikt mi nie wciska kitu, że bez alkoholu nie można się dobrze bawić. Po tym, czego tam doświadczyłem, mam jeszcze większą motywacje, aby tworzyć nowe karaoke.. Ten weekend pełen wrażeń musiał się kiedy skończyć. Po pstryknięciu grupowej fotki i pożegnaniu udaliśmy się z powrotem do swoich zamków.

Gdy zastanawiałem się nad oceną tego konwentu okazało się, że nie jest to takie łatwe. Uznałem, że najlepiej będzie, gdy za punkt odniesienia, wybiorę poprzedni para-konwent zorganizowany w tym samym miescie. Pierwsze wrażenie jest jak najbardziej pozytywne. Imprezę przygotowano z większym rozmachem, zaplanowano sporo atrakcji, a budynek był wręcz idealny dla potrzeb konwentowych. Podobnie jak w normalnym życiu, także i tu pojawiły się jednak pewne zgrzyty. Najbardziej widoczny był brak koordynacji tego, co się działo. System demokratyczny sprawdza się dobrze w przypadku mniejszych konwentów. Gdy spodziewamy się 100 i większej liczby osób, lepiej, by był kto, kto czuwa nad całością. Z auto-autopsji wiem, że losowe wybieranie kozła ofiarnego, wcale nie jest sprawiedliwe, a tak w przypadku, gdy co nie wypali, to od razu wiadomo, do kogo można mieć pretensje. Co było największą bolączką tego konwentu. Większość odpowie pewnie, że frekwencja. Czy można było temu zaradzić? Sądzę, że w pewnym stopniu tak. Po pierwsze trzeba zadbać o reklamę. Wiem, że była notatka w Kawaii, jednak nie jest to jedyne takie medium w Polsce. W dzisiejszych czasach, potężnym narzędziem jest internet. Mi jakoś, nigdzie, nie udało się znaleźć informacji, że odbędzie się taki konwent (nie szukałem zbyt dokładnie, ale to nie ja mam szukać reklamy, ale ona mnie). Dodatkowo system komunikacji, przez email powinien być znacznie usprawniony. Kolejnym zgrzytem była sama forma ogłoszenia w Kawaii. Pisało tam, że aby zarezerwować sobie miejsce, konieczna jest przedpłata. Gdy jako organizator ma się już wyrobioną renomę, to takie działanie jest jak najbardziej uzasadnione, ale gdy się dopiero zaczyna, to taki podejście może skutecznie odstraszyć potencjalnych uczestników ( wiem, że było sprostowanie na stronie, ale liczy się pierwsze wrażenie). Jeżeli chodzi o przebieg samej imprezy, to nie mam zbyt wielu zastrzeżeń. (były konkursy, panele, wrzątek i zielona herbata, czyste toalety zaopatrzone w papier, nie było zasp śniegu, watahy wilków i ogr'ów w trybie berserk) Całkiem nieźle prezentował się Szmergiel, który znakomicie sprawdził się w roli wodzireja (co prawda, powinien jeszcze popracować nad poczuciem dobrego smaku). Doszły mnie słuchy, że konkurencja, chciałaby go wypożyczyć. Gdybym miał ocenić ten konwent, to mogę powiedzieć, że było w porządku. W zaistniałych warunkach niewiele więcej można było wykombinować. Mam tylko nadzieje, że ekipa nie zrezygnuje i że będą jeszcze kolejne edycje.

pi-r

Ps. Ja tak na prawdę nie znam się na konwentach. Prawdziwym celem wyjazdu do Inowrocławia, była możliwość zrobienia zakupów w tamtejszej taniej księgarni. Na konwent trafiłem chyba przez przypadek ;)