Ostatnia aktualizacja: 30 października 2004
Opracował: pierrot
Chyba każdy z nas, gdy wybiera się na jakiś konwent, spotkanie, czy randkę ma jakieś oczekiwania co do tego, co nas tam może spotkać. Do Inowrocławia pojechałem aby odpocząć od szarego, monotonnego życia, by podładować akumulatorki. Moje oczekiwania nie były wygórowane. Liczyłem, że będzie przynajmniej tak, jak w zeszłym roku. Czyli, że spotkam interesujących ludzi i podyskutuję sobie z nimi na różne tematy, a jeżeli dopisze szczęście, to tym razem może nawet uda się coś obejrzeć. Imprezę taką jak konwent można ocenić na dwa sposoby. Można wziąć pod uwagę przygotowane atrakcje i ich przebieg, albo też panującą atmosferę.
Przyjrzę się najpierw temu pierwszemu. Strona internetowa konwentu i zamieszczona tam lista atrakcji wyglądała solidnie. Otrzymany przy wejściu ident i plan także zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Widać było, że organizatorzy nie próżnowali przez ostatni rok i przygotowali się znacznie staranniej. Projekcje na głównej sali zaczęły się tylko z małym poślizgiem. Początek był więc całkiem dobry. Domyślni pewnie już się spostrzegli, że coś jednak poszło nie tak. Podobnie jak i w zeszłym roku, także i tym razem frekwencja nie dopisała. Spowodowało to, że część atrakcji po prostu nie odbyła się. W wyniku tego nie za bardzo mogę ocenić konwent pod względem technicznym, gdyż nie dane mi było ujrzeć go takim, jakim miał być.
Mogę za to wypowiedzieć się na temat konwentu od drugiej strony, czyli powiedzieć parę słów na temat panującej atmosfery. Wersja krótka: nie było źle. Wersja dłuższa: Po pierwsze nie nudziło mi się. Zawsze coś się działo, a jak by się nic nie działo, to w zanadrzu było kilka pomysłów, które można było zrealizować. Do dyspozycji był "Choose room", gdzie można było obejrzeć anime na życzenie, lub sobie pograć. Konkurs Karaoke nie odbył się z powodu wstydliwości zebranych, mimo to grupowe wycie znakomicie wypełniło czas. Choć bez "Forever Love" śpiewanego przez Hentai'a, to już nie było to samo. Potem salę przejęli fanatycy "Nowej Evangelii", bluźniercy wynieśli się więc na korytarz aby urządzić panel. Dotyczył on wszystkiego po trochu (a&m, konwenty, fandom, dowcipy o Żydach, ...) Najważniejsze było chyba to, że przy okazji można było przekąsić małe co nie co. Nasuwa mi się pewna dygresja. Może wyznacznikiem tego, czy konwent był udany, czy też nie powinna być ocena dyskusji przeprowadzanych przy wspólnych posiłkach. Gdyby tak było, to R2 było by lepsze od R3, a wielu pewnie nie przyzna mi racji. No cóż, może po prostu w wyznaczonym czasie nie byliście tam, gdzie powinniście być. ^_^ Wracam do tematu, jakim zdaje się że była recenzja konwentu. Może się wam to wydać niewiarygodne, ale czasami na konwencie poświęconym anime, rzeczywiście udaje się coś obejrzeć. Większości zgromadzonych spodobało się anime "Tenjou Tenge" i urządziliśmy sobie dłuższą projekcję. Seria jest o szkolnych zabijakach, ale po kilkakrotnym obejrzeniu opening'u miało się ochotę na para-para. (może spróbujemy następnym razem?) Kulminacją wieczoru był konkurs "Księga proroctw", który polegał na odnalezieniu tajemniczego zwoju i wypełnieniu zapisanych w nim zadań. [zadanie matematyczne - świetny pomysł, sam kiedyś dałem całą rundę matematyczną; niektórzy pewnie nadal mnie za to nienawidzą ;)] Wydaje mi się jednak, że pytania były zbyt ekstremalne i nie mówię tak dlatego, że nie wygrałem :( Po tak ciężkim dniu można było poczuć się zmęczonym.
Niektórzy byli na nogach cały czas, lecz inni woleli się zdrzemnąć, nawet, jeżeli były to tylko 2 godziny. Po zmianie pozycji z horyzontalnej na wertykalną można było powrócić do uczestnictwa w konwencie. Drugiego dnia odbył się długo oczekiwany II turniej sumo. Wielu zawodników było nieobecnych, ale Ci, którzy przybyli pokazali klasę. (liczę, że na III'ą edycje zostanie usypany prawdziwy gliniany ring) Po drodze był jeszcze konkurs rysunkowy i plastuś, ale ponieważ jestem anty-talenciem w tych dziedzinach, dlatego nie mogę powiedzieć o nich nic więcej po za tym, że się odbyły. Mimo tak niewielkiego wyboru atrakcji czas szybko zleciał i po gorącym pożegnaniu pognaliśmy na PKS.
Czas na podsumowanie i refleksję. Czy konwent był zły? Raczej nie, choć rewelacyjny także nie był. Nie dopisała frekwencja i nie można stwierdzić, jak by on wyglądał, gdyby był komplet. Ja w każdym razie bawiłem się całkiem dobrze i uważam że organizatorzy nie powinni się przejmować tym, że znowu im nie wyszło. Doradzam raczej poważne zastanowienie się nad przyczyną niepowodzenia i zadbaniu, by nie powtórzyło się to po raz kolejny. Skoro mawiają do trzech razy sztuka, to jak widać kolejna impreza musi być sukcesem. Ktoś może się zastanawiać, czy jest w ogóle sens by organizować taką imprezą. Osobiście uważam, że jak najbardziej ma to sens. Powodów jest przynajmniej kilka. W północno-środkowej Polsce nie ma zbyt wielu okazji by spotkać się we wspólnym gronie. Jeżeli jest się początkującym fanem, to wyjazd na większą imprezę gdzieś na południe może być kłopotliwy z wielu powodów. Najczęściej jest tak, że nie bardzo ma się z kim pojechać, a jadąc samemu obawiamy się że będzie nudno, bo nikogo nie będziemy tam znać. Będąc na większym konwencie nie raz obserwowałem snujące się po korytarzach samotne osoby, które targając ze sobą cały dobytek nie potrafią sobie znaleźć miejsca. Dla nich taki wyjazd pewnie okazuje się niewypałem, a samo zainteresowanie a&m nie tym czego oczekiwali. Uważam, że początkujący powinni zacząć właśnie od mniejszych lokalnych imprez. Bo tu znacznie łatwiej jest dostrzec drugą osobę i nawiązać wspólny język. Nie trzeba się obawiać, że zginie się w tłumie, można też bez obaw pozostawić swoje rzeczy i zastać je po powrocie w tym samym miejscu. Właśnie takie konwenty mają w sobie to coś, co niektórzy pamiętają ze starych dobrych czasów. Za najważniejszy powód, aby zorganizować kolejną edycję, uważam ten, że nie należy marnować takiej okazji. Inowrocław pod wieloma względami nadaje się idealnie na organizowanie konwentów. Wielu może też pozazdrościć warunków lokalowo sprzętowych. W tym miejscu wygłaszam mały apel: Nie marnujcie tego potencjału. A wszystkich innych zapraszam do przyjazdu, bo warto się tam wybrać.
Od siebie:
Koniec końców nie obejrzałem nic z tego, co ze sobą przywiozłem.
Tym razem nie odwiedziłem taniej księgarni.
Angel Sanctuary liczy sobie 20 tomików!
pierrot
Komentuj na forum