Ostatnia aktualizacja: 25 lutego 2003
Relację zdał: Grzybek
Sobotni poranek był tak mroźny, że nawet tak wytrawny konwentowicz jak ja zaczął się zastanawiać nad sensem wyjazdu. Na domiar złego uciekł mi pociąg do Bydgoszczy... Tak więc w pechowy ranek udałem się z przyjacielem z klubu na podróż - autostopem.
W Bydgoszczy temperatura powietrza wciąż utrzymywała się znacznie poniżej zera. Budynek przeznaczony na konwent to szkoła podstawowa o dość dużych gabarytach. Po przekroczeniu progu zobaczyłem trzy osoby siedzące przy kasie przeklinające na siebie w dość zabawny sposób. Zakupiłem identyfikator ( dla zwykłego śmiertelnika w kolorze zielonym ) i poprosiłem o plan konwentu... Pech wciąż mnie nie opuszczał bowiem właśnie się okazało, że ostatni został wydany dosłownie przed sekundą a nowe się jeszcze nie wydrukowały. Aby dokończyć formalności przy kasie zamieściłem własny podpis na osobnej kartce w celach bodajże statystycznych.
Sleepingroomy znajdowały się na ostatnim piętrze szkoły czyli drugim. Do dyspozycji uczestników było kilka sal przeznaczonych na sen. W przelocie zdobyłem od jakiegoś fana mangi informator konwentowy, w którym odnalazłem plan pomieszczeń konwentowych nie wiele różniących się od stanu rzeczywistego. Zresztą każdy myślący człowiek nie powinien mieć problemów z ulokowaniem własnego dobytku nawet bez broszurki.
Wróćmy jednak w ramach dygresji na chwilę do przewodnika konwentowego, którego niestety do końca imprezy nie zdobyłem oficjalnie przy kasie...
Sześciostronicowy informator jest prawdziwym majstersztykiem. Kompozycja graficzna bije na głowę i według nie tylko mojej opinii jest najlepiej przygotowaną jak do tej pory broszurką konwentową. Profesjonalne rozłożenie stron i marginesy bardzo dobrze cedziły rzeczy istotne od błahostek. Strona merytoryczna oprócz kilku literówek też nie budziła z mojej strony zastrzeżeń. Pomimo użycia kilku słów w spolszczonym języku angielskim można było zrozumieć przesłanie twórcy i niekiedy pośmiać się z dowcipnych teksów. Informator zawiera ładną okładkę, krótkie intro, 11 prawd życiowych dotyczących konwentu, rozkład pomieszczeń, plan konwentowy dotyczący anime, konursów i panel wraz z ich opisem, krótkie informacje dotyczące piosenkarek, które miały koncertować na Reanimacji, rozkład jazdy pociągów oraz informacje dotyczące klubu reANIMation Team.
Rozpoczęcie konwentu planowane na godzinę 10:00 zostało przesunięte na godzinę 12:00 więc miałem sporo czasu do przeanalizowania pomieszczeń konwentowych od strony technicznej.
Na parterze można było kupić niedrogo posiłek w "papu róm" obok którego znajdowała się "informacja & izba przyjęć" czyli miejsce zapisów na konkursy i pozyskiwania informacji, której na ogół i tak się nie otrzymywało. Kilka metrów dalej rozłożyli swoje stoiska sprzedawcy, zajmując dużą część hallu. Wybór towaru był bardzo bogaty lecz klientów nie tak sporo. Liczba uczestników konwentu to gdzieś około 200 osób. Dane podane zostały na przysłowiowe "oko" gdyż przy kasie nikt nie był mi w stanie powiedzieć nawet orientacyjnej liczby uczestników. W dużej sali gimnastycznej, o której ktoś dowcipnie powiedział: "jest tu zimniej niż w mojej lodówce", znajdował się duży ekran i dobrej jakości projektor. Okna organizatorzy bardzo dobrze zaciemnili grubą, czarną folią a scenę zbudowali ze stołów połączonych taśmą klejącą. Nagłośnienie było najsłabszą częścią "Main rómu". Z trzech głośników dobiegały oprócz dźwięku - trzaski, które skutecznie odstraszyły część publiczności od tej sali.
Piętro wyżej znajdowały się pomieszczenia przeznaczone na dysputę ( dwie sale ). Tivik - salka gdzie anime było oglądane na telewizorze, cieszący się w początkowej fazie konwentu dość dużą popularnością, a tuż obok, w następnej sali zrobiono galerię prac fanów M&A. Na tej samej kondygnacji znajdowała się sala przeznaczona na konkursy, popularnie zwana "konkursówką" oraz "klassik", gdzie też można było zobaczyć na dużym ekranie anime z kilku ostatnich lat.
Na drugim piętrze oprócz pomieszczeń przeznaczonych na sen, nazwanych przez organizatorów "Recovery róm", można było trafić do pokoju "CD-róm" gdzie fani nabywali / przegrywali anime. Dość intrygującym pomieszczeniem była rzeźnia czyli "slaughter", gdzie z założeń organizatorów miały być "animki na życzenie". To lokum jednak zmieniono w kolejne pomieszczenie sypialne... Szkoła niestety w celach oszczędnościowych (?) w oknach miała tylko jedną szybę, co efektywnie oziębiało sale konwentowe i hall.
Po skończonym obchodzie wróciłem do "Main-rómu" i o godzinie 12:10 organizatorzy rozpoczęli przemówienie, które nie sposób było zrozumieć. Część ludzi siedzących na sali, po kilkunastu sekundach słuchania przesterowań, zrezygnowali ze słuchania mówców i zajęła się konwersacją. Gdy nastąpił koniec przemówienia - czyli trzaski ustały, wszyscy równo zaczęli klaskać i puszczono intro, które na Celeronie 2GHz wpierw się przycinało a potem doprowadziło do resetu komputera. Druga próba odpalenia intra skończyła się sukcesem. Puszczono pierwsze anime i ku mojemu zdziwieniu obraz się odwrócił o 180 stopni a to dość zabawnie wyglądało. Potem poprzez jakieś manipulacje projektorem (pilotem) wróciło wszystko do normy czyli system Windows był do góry nogami a anime wyświetlane było prawidłowo.
Komputerem i jego sterownikami zajął się później Ldath, bowiem niewiele się dało zrobić przed jego interwencją.
Ochrona konwentu tym razem się bardzo nie spisała. Nie mówię tutaj o kradzieżach, które są bądź co bądź czymś powszednim w naszym kraju, ale o podejściu służb porządkowych do zwykłych uczestników. Do tej pory uważałem, że ludzie zajmujący się bezpieczeństwem uczestników powinni być uprzejmi acz stanowczy kiedy zajdzie taka potrzeba ale w żadnym wypadku aroganccy i niebezpieczni dla konwentowiczów. Tyle, że ochrona najczęściej jest składana z pierwszych lepszych ludzi widzimy na większości polskich konwentów.
Około godziny 14:00 w sobotę odbył się pierwszy konkurs, polegający na przebiciu pałeczką balonu drużyny przeciwnej. Nikt oka sobie nie wydłubał, a po minach uczestników było widać, że rozrywka najwyraźniej się podobała.
Kolejnym konkursem na jaki się udałem była "Krzyżówka". Głównym założeniem zabawy było odgadnięcie haseł porozwieszanych w przeróżnych miejscach konwentu. Część kartek powędrowała do ubikacji, które na szczęście były koedukacyjne więc drużyny czysto męskie lub czysto damskie bez oporu wędrowały w krainie ustępów. Uczestnicy szybko się jednak przekonali, że twórcy konkursu odwalili fuszerkę i nie rozwiesili wszystkich pytań myląc zarazem ich kolejność .
W galerii, gdzie prac fanów mangi było dość sporo, kilka osób zrobiło sobie debatę dotyczącą konwentów i fandomu nie tylko mangowego. Opiekunowie galerii poprosili następnie dyskutantów aby dołączyli do jury oceniającego prace mangowców. Pierwsze miejsce zajęła Hikari.
Pod wieczór odbył się konkurs "Plastuś", który polegał na ulepieniu przez uczestników zabawy postaci z mangi lub anime. Powstawały przeróżne twory począwszy od Mink z Dragonhalfa, a skończywszy na tentaklowych potworach.
Nie można również zapomnieć, że odbył się konkurs "Show It", w którym fani biorący udział musieli pokazać to co prowadzący zalecił.
Cosplay niestety się nie odbył gdyż zabrakło uczestników.
Zdarzało się, że na Main-rómie przez nieuwagę organizatorów jedno anime leciało kilka razy z rzędu, bowiem nikt nie wyłączył auto-powtarzania. Zimna noc doprowadziła do tego, że w Main-rómie zostali najwięksi twardziele i ludzie, którzy zasnęli na krzesłach.
Ci, którzy postanowili opuścić główną salę, udali się do innych pomieszczeń konwentu lub zaadaptowali ciemne korytarze do prywatnych rozmów i deliberacji dotyczących fandomu. Takie nocne spotkania są dobrym sposobem do nawiązania nowych znajomości oraz odświeżenia w pamięci starych czasów.
Ponieważ alkohol w małych ilościach był dozwolony uczestnicy nie chowali się z puszkami w ubikacjach czy sleepingroomach. Trzeba zauważyć, że fandom nasz dorósł do picia i pijanych uczestników widziało się niezmiernie rzadko.
Bardzo dobrym rozwiązaniem była darmowa herbata i kawa dla uczestników, która już od kilku lat pojawia się na bydgoskich konwentach.
W lokum przeznaczonym na konsole znajdowały się dwa "Play'aki" oraz jeden DreamCast. Konsole były dość mocno oblegane przez dużą grupę fanów mangi i może gdyby było więcej padów udało by się zrobić jakiś turniej Tekkena, a tak królowało głównie Final Fantasy X.
W niedzielny poranek ludzie nawet dość żwawo zaczęli przemieszczać się po hallu. Aby ratować klimat konwentu i zapobiec rozproszeniu się fanów, przeniesiono firmy oraz fanów sprzedających asortyment mangowy i japoński z parteru na piętro pierwsze.
Raniusieńko przybył również SkyAce, który został współorganizatorem konwentu i dzięki niemu impreza zaczęła nabierać jakiś sensownych kształtów.
Dzięki inicjatywie SkyAce'a powstał EvilCosplay, w którym fani zaczęli tworzyć stroje postaci uprzednio zobaczonych na ekranie. Powstało wiele ciekawych kreacji do których wykorzystano wszelkiego rodzaju papiery, taśmy klejące, folie i inne konwentowe śmieci.
Dużą frekwencją uczestników cieszył się panel o kuchni japońskiej, na którym prowadzący przygotowywali smakowite kąski na oczach publiczności.
Po godzinie 15:00 odbył się "Pokemon Shooting-box". Według informatora : "Rzucamy ( strzelamy, pierzemy ?) w Pikacza... znowu! Jak tym razem się postaracie, to może na następnym konwencie prać będziemy już innego... Ten ciągle wygląda jak nieużywany ( tylko ktoś mu głowę ukradł ;)". Konkursowicze zaopatrzyli się więc w ogromne ilości worków foliowych napełnionych wodą i oczekiwali w zatrważającym zimnie... Oczekiwali aż ktoś da im znak, że człowiek przebrany za Pikachu jest gotów do przyjęcia zmasowanego ataku. Kiedy na stwora spadł grad worków foliowych zrobiło mi się go żal. Podczas rozmyślania, czy chłopak po skończonym konkursie złapie zapalenie płuc, dostrzegłem nieoczekiwany zwrot akcji ofensywnej. Najwyraźniej nie wszyscy uczestnicy pojęli zasady konkursu, gdyż na własne oczy zobaczyłem lany poniedziałek w zimową mroźną niedzielę. Workowa wojna zaczęła się na poważnie. Kto nie miał szczęścia obrywał workiem niezależnie od płci, wiekuczy stanu zdrowia. Wejście do budynku zakorkowało się uciekającymi w popłochu ludźmi, na których lała się woda... Udało mi się ominąć lecące worki z wodą kierowane w moją stronę i potruchtałem do drugiego wejścia licząc na to, że wnętrze szkoły nie wygląda jak basen. Na szczęście nie było tak źle. Patrząc jednak na przemoczonych przyjaciół, którzy byli na boisku jako obserwatorzy incydentu a następnie stali się jego częścią, zrozumiałem, dlaczego fantaści nagminnie mówią na fanów mangi - Pokemony. Tylko nadal nie mam pojęcia skąd się wzięła taka agresja w naszym fandomie.
Jakiś czas później, podczas mojego konwentowego obchodu, wszedłem do jednej z sal panelowych gdzie jeden z organizatorów podjął się prowadzenia debaty dotyczącej "Fantasy Anime". Usłyszałem tam od prowadzącego bardzo zabawną skargę na Gargoyle'a, której treść była następująca : "On rozwalił mi cały panel!". Po bliższej analizie sytuacji wywnioskowałem, że Gargoyle'a jako uczestnik zadawał niewygodne pytania tudzież kontrargumentował wypowiedzi prowadzącego. Spróbowałem przekonać odpowiedzialnego za dysputę, że "panel" polega na wymianie poglądów a nie na monologu. Słowa me jednak padły jak groch rzucony o ścianę i opuściłem pośpiesznie ten pokój.
Dwie godziny po "wodnym" konkursie dość spore grono fanów zebrało się w sali panelowej i zaczęło oczekiwać prelegenta do spraw fandomowych. Minął jakiś czas a prowadzący się nie pojawiał. Wykazałem się tutaj inicjatywą i za cichą zgodą przybyłych fanów japońskiej kreski, postanowiłem poprowadzić dyskusję. Wspólnie doszliśmy do porozumienia, że będziemy rozmawiać o przyszłości konwentów w Polsce i do czego one zmierzają. Mój brak przygotowania do tej dysputy nie poderwał szerokiego grona słuchaczy do rozmów, ale nudą nie powiewał gdyż grono uczestników wciąż się powiększało.
Około godziny 18:00 doszły odgórne polecenia, aby zrobić przerwę w panelu i sprowadzić uczestników na karaoke, które właśnie się miało zacząć w "Mainrómie". Śpiewacy występowali bez podkładu muzycznego, a w słowa piosenek mogli zaopatrzyć się tylko we własnym zakresie. O dziwo ten punkt programu wypadł niewiarygodnie dobrze więc może Reanimation Next wyznaczył nowy kierunek konwentowych karaoke ?
Po karaoke ludzie zainteresowani fandomem udali się ponownie do "dysputa róm" w celu dokończenia panelu. Dyskusję tym razem zaczął prowadzić Ldath. Poruszony został między innymi problem picia alkoholu na konach. Yarmus pokazał uczestnikom panelu kilka ciekawych fotek z pewnej mangowej imprezy, uwiarygodniając zarazem wypowiedź Ldath'a co do picia piw wszelakich.
Pałeczkę potem przejął Virus informując uczestników konwentu o kilku projektach, które mają pojawić się w mangowym światku w przeciągu najbliższego roku. Potem główny organizator wysłuchał skarg i zażaleń co do konwentu którym koordynował i szybko uciekł, gdyż musiał zająć się dalszym losem konwentu.
Dla wygimnastykowanych ludzi zorganizowano limbo - czyli przełażenie pod kawałkiem kija w rytm muzyki. Chętnych było dość sporo a zwycięzcą został Marcin z Olsztyna.
Następnie wraz z Ldathem udałem się na koncert Ureshii w "mainrómie". Standardem chyba stało się to, że organizatora gdy był potrzebny nie było. Ponownie podjąłem się nieoficjalnie roli organizatora. Ldath skutecznie pomógł mi w ustawieniach nagłośnienia. Niestety feralnie rozstawione głośniki i ich klasa nie zezwoliły wyśmienitej piosenkarce i części publiczności osiągnięcia w pełni zadowolenia z koncertu.
Oprócz piosenkarki na scenie pojawił się Gabryś z Animenetu oraz ja - Grzybek. Męski duet w naszym wykonaniu rozśmieszał publiczność i zaproponował publiczności integracyjnego węża tanecznego.
Około godziny 23:00 rozpoczął się "Great Kisiel Tournament", do którego tak niecnie zostałem zaproszony przez publiczność. Turniej można przybliżyć do walk sumitów, tyle że zamiast Dojo dostępny był basenik z kisielem. Szkoda, że brak było jasnych reguł walki i ludzie zaczęli otwierać nagminnie okna dodatkowo chłodząc i tak zimne pomieszczenia. Trzeba jednak dodać, że bitwy były koedukacyjne a zabawa była przednia. Po bitwie uczestnicy zabawy udali się pod prysznice - również brane koedukacyjnie.
Na konwencie odbyły się również dwie imprezy osiemnastkowe, gdzie byli zaproszeni wszyscy uczestnicy konwentu, a w noc z niedzieli na poniedziałek odbył się konkurs "pięćdziesiątka", w którym biorący udział mangowcy wykonywali różne szalone rzeczy. Za przykład dziwnego polecenia może posłużyć zadanie, polegające na przebraniu się za gejszę w przeciągu kilku minut.
Konkurs niestety nie został dokończony, gdyż uczestnicy i organizatorzy czuli się za bardzo zmęczeni a szkoda...
Najbardziej wytrwali fani japońskiego komiksu zostali dalej przy stole i próbowali ocenić konwent na którym się pojawili. Na końcu jednak rozmowy zeszły na tak błahe tematy jak "sposoby mrugania oczami zmęczonego fana".
Część osób zrezygnowała ze spania w zimnych "sleepingrómach" i ułożyła sobie legowisko obok kaloryferów w głównym hallu.
Rano udałem się jeszcze z Gargoyle'm na panel o Slayersach, który na początku trudno było nazwać nawet słuchowiskiem. Tym razem dziewczyny, które prowadziły spotkanie nie dostrzegły w Gargoyle'u dewastatora paneli i podjęły z nim dyskusję na dość wysokim poziomie.
O godzinie 13:00 opuściłem konwent wraz dość obszerną grupą fanów.
W fandomie liczba konwentów, których długość przekracza dwa dni jest wciąż bardzo niska. Trzeba przyznać, że dwa dni, to dla większości imprez mangowych wygórowane wymagania. Reanimation Next pokusił się na trzy dni co chyba nie było najlepszym rozwiązaniem. Osobiście uważam, że bardziej powinno się skupić nad jakością a nie ilością konkursów i paneli. Grono organizatorskie z wyjątkiem głównego organizatora - Virusa, nie było doświadczone w konwentowych bojach a zdarzył się nawet przypadek, że organizatorem był totalny nowicjusz, czyli ktoś kto nie widział wcześniej konwentu. Brak u części organizatorów indywidualności i zdolności podejmowania samodzielnych decyzji nie pomógł młodym ludziom w zapanowaniu nad konwentowym bałaganem.
Nie mogę jednak powiedzieć, że żałuję mojego wyjazdu do Bydgoszczy, gdyż spędziłem tam wraz z przyjaciółmi wiele wspaniałych chwil, powspominałem stare czasy i odpocząłem trochę od codzienności. Część paneli była na dość dobrym poziomie, również można zauważyć, że w konkursy organizatorzy włożyli wiele serca i pracy. Przez te trzy dni działo się naprawdę wiele rzeczy i nie sposób było w pełni uczestniczyć we wszystkich przygotowanych atrakcjach. Pomimo, że niedociągnięcia na różnych płaszczyznach były większe niż na pierwszej edycji Reanimation, nie znalazłem ludzi, którzy by psioczyli mówiąc o imprezie. To kolejny dowód, że konwenty tworzą ludzie a nie organizatorzy...
Pozostaje mi liczyć, że następna edycja bydgoskiego konwentu będzie lepsza i przybędzie na nią więcej fanów chcących wziąć udział w nietuzinkowych konkursach i fanowskich spotkaniach.
Większość uczestników bardzo sobie chwaliła całą imprezę. Przykładem może posłużyć fan japońskiego kina animowanego - Uzi, który nie ukrywa, że pojawiły się wpadki i niedociągnięcia, ale wielogodzinne emisje anime, nie tylko tych nowych lecz również tych starych, dostęp do CopyRoomu i niespotykane na innych zjazdach fanów mangi atrakcje są dużym atutem tego fanowskiego spotkania.
Na zakończenie chciałbym pozdrowić pewną organizatorkę, która nauczyła mnie i jeszcze kilku recenzentów: " żeby pisać o konwencie trzeba na nim być..."
Ponadto chylę głowę w kierunku organizatorów, że trzymali bądź co bądź konwent w kupie i przygotowali ciekawe nagrody na konkursy, wszystkim fandomowym przyjaciołom, którzy otoczyli mnie opieką i nie pozwolili się nudzić, niewyżytym nocnym dyskutantom oraz konwentowiczom za wykreowanie fanowskiego nastroju.
Ludzie są zadowoleni, a to chyba wystarczający dowód na to, że nie było przecież tak źle...
Zobacz zdjęcia z imprezy
Relację z Reanimation Next
starał się zdać obiektywnie - Grzybek