Ostatnia aktualizacja: 10 czerwca 2003
Autor: Artur
Sytuacja filmówfantasyw stosunku doscience fictionjest po prostu beznadziejna, nie tylko u nas w kraju, ale także i na świecie. Zachodzi więc zjawisko konwersji dobrze sprzedających się tytułów na wersje filmowe. Producenci chyba sądzą, że z powodu braku takowych produkcji, dla widza"na bezrybiu i rak ryba". Trochę z pewnością w tym racji, gdyż widzowie tłumnie ściągają do kin, lecz wychodzą z nich załamani, klnąc na wszystkich i na wszystko. Część - tych mniej wymagających, zazwyczaj młodszych - wychodzi z kin z okrzykiemwow!(ale nie Gwiezdny Pirat), co popychatfórcuftychże okropieństw do dalszej pracy.
W naszym rodzimym kraju sytuacja taka miała miejsce w przypadkuWiedźmina, w USADungeons& Dragons.
Piszę ten artykuł ze względu na to, że niedługo w Polsce tenże film pojawić się ma na VHS i DVD, gdyż na ekranach naszych kin obraz ten nie był wyświetlany z wiadomych powodów - jakości. Jednak chciałbym namówić Was do obejrzenia tego filmu, lecz jednocześnie odradzić przedwczesny zakup własnej kopii.
Zaczyna się bardzo naiwnie - młoda cesarzowa Savina chce połączyć dwukastową ludność imperium Izmeru, zaś mag Profion chce jej w tym przeszkodzić i zająć jej miejsce. No i naiwnie jest do samego końca - dwaj główni bohaterowie to przypadkowi złodzieje, którzy włamując się do Szkoły Magii pakują się w niecodzienne kłopoty - muszą uratować świat.
Fabuła sama w sobie nie jest zła - przypomina tradycyjną przygodę w D&D. Jednak scenariusz jest już kiepski, momentami nawet katastrofalny. Pomijając kilka niedorzeczności w stylu labiryntu, który składa się z czterech pomieszczeń, to szczytem idiotyzmu w tym filmie jest scena końcowa, którą zrozumieć mogą chyba tylko maniacy prozy pani Rowling, a ja do nich z pewnością nie należę i od dawna zachodzę w głowę o co tam chodziło.
Jest kilka momentów, gdy można się uśmiechnąć, niektóre dialogi są dość zabawne, ale mogły by być lepsze, gdyby były porządnie odegrane, zaś aktorzy są poniżej lini oznaczającej przyjmowany poziom. Trochę to dziwi, gdyż Głównym Złym - magiem Profionem - został nikt inny, jak Jeremy Irons. Czyżby producenci (jednym z nich jest Joel Silver, odpowiedzialny zaThe Matrix) postawili głównie na niego, jako osobę która przyciągnie widzów, a dla reszty została jedna czwarta funduszów na gaże? Bo tylko jeden z pozostałych aktorów jest mi znany (choć tylko z twarzy, nie nazwiska) odgrywający złodzieja numer dwa - grał w beznadziejnej parodiiChłopaków z sąsiedztwa.
Muzyka i kostiumy są na znośnym poziomie, jak również scenografia. Jedyną rzeczą, która zasługuje na pochwałę to efekty specjalne - są wyśmienite, podobnie jak również animowane scenerie. Potwory nie odbiegają jakością od reszty, ich wykonanie również stoi na wysokim poziomie. Moje osobiste zastrzeżenia budzi wygląd smoków, które wyglądają jak ulepione z jakiejś masy, a nie jak gady pokryte łuską. Jednak to jest moja osobista opinia, w której jestem osamotniony, gdyż moi znajomi, którzy widzieliDungeons& Dragonsuważają, że smoki to jedyna udana rzecz w tym filmie.
Podsumowując: warto zobaczyć, tak samo jak warto obejrzećWiedźmina- jest kilka miłych elementów, lecz ogląda się głównie po to, by zobaczyć jak marnuje się pieniądze i pomysły.
Twórcy filmu jednak są nie zrażeni złymi opiniami, być może film nie przyniósł strat, a nawet dało się na nim zarobić. Być może po prostu osoby odpowiedzialne za to"dzieło"chcą się poprawić, zrekompensować straty moralne wywołane oglądaniemD&D the movie- naprawdę nie wiem. Cokolwiek by nimi nie kierowało chcą zrealizować drugą cześć filmu. Jeżeli pojawi się ona w naszych kinach - wybiorę się, może coś się poprawi. Najwyżej okaże się, że wyrzuciłem 15 zł w błoto - w końcu nadzieja matką głupich.
PS. Jako ciekawostkę dodam, że na stronach Wizardów możecie znaleźć przygody do D&D oparte na tym filmie, jak również... karty bohaterów w nim występujących.