Wyszukiwanie

Przedmioty
D&D
Dla Gracza
Dla Mistrza Podziemi
Światy
  Magia
Przedmioty
Miejsca
Gry fabularne
  Hunter
  Mag
  Mumia
  Wampir
  Wraith
Gildie
  DVD
Nowa Gildia
Księżycowe Ostrze
Ostatnia aktualizacja: 31 sierpnia 2004
Autor: Adam Waśkiewicz
Zdjęcie: www.blades-uk.com



Zaklęte bronie stanowią jeden z wręcz nieodzownych elementów znakomitej większości kampanii rozgrywanych w systemach fantasy, a trzecia edycja D&D jest jednym z tych systemów, w których magiczne przedmioty - w tym zwłaszcza bronie - występują znacznie częściej niż w innych.

Zręczny Mistrz Gry może niewielkim wysiłkiem sprawić, by pojawiające się w jego przygodach magiczne miecze czy topory na długo zapadały w pamięć uczestniczącym w sesjach graczom. Wystarczy wyjść poza najprostszą metodę przedstawiania magicznych broni, unikać skrótowego traktowania ich jako zwykłych "plusjedynek"; dopasować wygląd broni do jej historii - z reguły na pierwszy rzut oka możemy określić, czy dany egzemplarz wyszedł spod rąk delikatnych elfów, plugawych orków, czy może wytrwałych krasnoludów; a jeżeli jeszcze do tego prowadzący zdoła znaleźć gdzieś dobrą ilustrację przedstawiającą zaklęty oręż, to zrobienie pomocy do gry zawierającej opis i wizerunek broni nie powinno już zająć wiele czasu.

Opis: Ta broń stanowi ucieleśnienie zabójczego piękna, śmiertelnej elegancji, która niedostępna jest nawet najbieglejszym spośród ludzkich rzemieślników. Jedynie stulecia spędzone na doskonaleniu kunsztu zbrojmistrzów mogły pozwolić na powstanie tego oręża, jednego z najwspanialszych okazów połączenia rzemiosła i sztuki, jednocześnie zachwycającego i przerażającego.

Ponad metrowej długości brzeszczot wykuty z niezwykle lekkiego, jednocześnie twardego i sprężystego metalu jest tak ostry że, jak mówią legendy, jest w stanie bez trudu przebić się nawet przez płytowy pancerz z adamantu, jego krawędzie znaczą nieregularne nierówności, nadając ostrzu kształt zastygłego, lodowatego płomienia. Stop, z którego wykuto ostrze w pełnym świetle wydaje się być ciemny i matowy, jednak w blasku księżyca lśni niczym srebro, a skąpany w promieniach pełni jarzy się runami, które w języku elfów układają się w słowo Lathanael, co w mowie drowów oznacza Księżycowe Ostrze.

Rękojeść inkrustowana złotem i kością słoniową owinięta jest w skórę wyprawioną tak delikatnie, że w dotyku przypomina ponoć kobiece włosy; zaś ozdoby jelca budzą niepokój, przypominając ostre rogi jakiejś fantastycznej bestii, lub szczęki monstrualnego pająka, tylko czekające, by zagłębić się w miękkie ciało.

Historia: Nikt nie wie, w jakich czeluściach skrytych przed słonecznym blaskiem wykuty został ten oręż, ale zarówno jego wygląd, jak i moce, które w nim zaklęto nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że za jego powstaniem stoją mroczne elfy. Choć nieznane są także dokładne okoliczności, w jakich pojawił się on w naziemnych krainach, to musiało mieć to miejsce wiele długich lat temu, jako że najstarsze relacje o walkach toczonych z jego udziałem liczą sobie z górą stulecie.

Jak wiele magicznych broni, także i ta przewija się w historiach pełnych krwi i okrucieństwa, często zmieniając właścicieli - zupełnie jak gdyby nienasycona żądza niszczenia zmuszała ją do porzucania swych panów, gdy tylko nadarzy się okazja. Tym trudniej jest choćby w przybliżeniu określić, jakie były koleje losu Lathanaela, choć badacze studiujący relacje, w których pojawił się ten oręż zdołali dostrzec pewną prawidłowość w jego wędrówkach.

Za każdym razem, gdy ta broń pojawiła się w rękach nowego właściciela, szybko kierowała jego kroki w kierunku najbliższych siedlisk elfów, znacząc swą drogę zgliszczami i ciałami zabitych, z niewzruszoną determinacją dążąc do zniszczenia tych, dla zagłady których została stworzona. Drowy, orki, ludzie - wszyscy posiadacze miecza zapisali się z pamięci elfów jako bestie gorsze od najpotworniejszych monstrów. Tylko raz widziano go w rękach elfa, jednak ten rozdział w historii Księżycowego Ostrza jest jednym z najbardziej przerażających...

Nikt już nie pamięta, jakie miano nosił ów łotr, ale pamięć o jego niechlubnych czynach wciąż żywa jest w pamięci ludzi zamieszkujących Dolną Marchię. Jako młody adept sztuk tajemnych został wygnany z elfiej enklawy za paranie się zakazanymi dziedzinami magii, przed swym odejściem poprzysiągł jednak zemstę pobratymcom którzy, jak uważał, zazdrościli mu mocy. Po wielu latach powrócił prowadząc ze sobą odrażające potwory, i dzierżąc w rękach oręż spragniony krwi jego ziomków. W ciągu zaledwie kilku tygodni zmienił swą ojczystą okolicę z tętniącej życiem puszczy w spalone piekielnym ogniem pustkowie. Nieliczni ocalali obrońcy w niemym przerażeniu patrzyli, jak ich bliscy stają się obiektami odrażających eksperymentów szalonego czarownika, potwornymi wynaturzeniami pozbawionymi własnej woli, ślepo posłusznymi rozkazom swego stwórcy.

Kilku niedobitkom udało się ujść z rzezi, jaka stała się udziałem elfów, zdołali oni przekazać straszne wieści o pogromie władcy Marchii. Aż trudno uwierzyć, jak krótkowzrocznym i podłym musiał być on człowiekiem, skoro odmówił pomocy potrzebującym. Uznał, że lepiej poczekać, aż monstrualne sługi czarnoksiężnika dopełnią dzieła zniszczenia, i wysłać swych żołnierzy dopiero wówczas, gdy nie ostanie się żaden żywy elf, który mógłby rościć sobie prawa do ziem, na które władca już od dawna patrzył łakomym wzrokiem. Upiornie długie tygodnie mijały na daremnych prośbach; graf nie chciał nawet słyszeć o zebraniu zbrojnych i wyruszeniu na pomoc potrzebującym. W końcu, gdy zaczęły doń dochodzić relacje o odrażających potworach wypuszczających się z ziem elfów ku ludzkim sadybom, wysłał niewielkie oddziały zwiadowcze, które miały rozpoznać teren, i określić, jak liczebne mogą być siły, którymi dysponuje szalony mag.

Ku swemu nieopisanemu zdumieniu na spustoszonych ziemiach zwiadowcy nie znaleźli żadnych śladów elfiej osady, zupełnie jakby czarnoksiężnik swą magią wymazał ją z egzystencji. Na spopielonym pustkowiu upstrzonym jedynie gdzieniegdzie kikutami niegdyś wspaniałych drzew próżno było także szukać choćby pojedynczych ocalałych z rzezi. A jednak tropicielom udało się, pośród monstrualnych tropów pozostawianych przez potworne sługi czarownika, dostrzec ślady elfich stóp - czyżby komuś jeszcze udało się ujść z pogromu?

Zwiadowcy podążali niespodziewanymi tropami w głąb spustoszonych ziem - choć kilkakrotnie musieli ścierać się z wynaturzeniami służącymi czarownikowi, to ataki bestii były nieliczne, a same kreatury wydawały się być osłabione, nierzadko nosiły rany wyniesione z wyraźnie niedawnych walk.

Zwiadowcy nie przewidzieli, że na spalonych plugawą magią ziemiach elfów przyjdzie im stawić czoła jeszcze jednemu wrogowi. Gdy w nocy rozbili prowizoryczny obóz, i udali się na spoczynek, zostali znienacka zaatakowani - jednak napastnikami nie były potworne bestie, które czuwający wartownicy zdołaliby bez problemu dostrzec w blasku księżyca. Śmierć nadeszła nie na kłach i pazurach, lecz ostrzach mieczy i grotach zatrutych strzał - zwiadowców napadła niewielka, lecz mordercza grupa ciemnych elfów.

Bardziej dzięki szczęściu niż swoim zdolnościom kilku zwiadowców zdołało przebić się przez napastników, i powrócić na dwór grafa. Ten, nawet będąc krótkowzrocznym i tchórzliwym człowiekiem, nie wahał się dłużej, i rozkazał wyruszyć swym wojskom na ziemie opanowane przez potwornego maga. Wiedział, że jeżeli drowy zdołają zdobyć nawet niewielki przyczółek w jego krainie, los marchii i zamieszkujących ją ludzi będzie przesądzony.

Relacje, jakie przekazują nam historycy, nie pozwalają unaocznić sobie, jak naprawdę wyglądała ta - jedna z najdziwniejszych w historii kraju - kampania. Według jednych z nich żołnierze na każdym kroku musieli walczyć z nienazwanymi monstrami i zabójcami ciemnych elfów, każdą zdobytą piędź ziemi okupując ciężkimi stratami; według innych - nie napotkali praktycznie żadnego oporu, bez problemu szybko zajmując kolejne tereny. Pośród niegdyś kwitnących ziem napotykali tylko nieliczne ciała drowów zmasakrowane przez potworne wynaturzenia, i gnijące truchła odrażających bestii. Jakkolwiek było naprawdę, dziś nie wie już chyba nikt, jednak historycy są zgodni, że pośród ciał ciemnych elfów żołnierze znaleźli kilka niezwykłych przedmiotów. Działania niektórych z nich nigdy nie udało się odgadnąć studiującym je później adeptom sztuk tajemnych, jednak Księżycowe Ostrze zostało rozpoznane przez elfy ocalałe z pogromu jako broń, którą dzierżył ich oprawca. Zaklinały grafa, by zniszczył plugawe dzieło drowów, wieszcząc mu nieszczęścia, jakie miałyby spaść na niego i jego krainę, gdyby tego nie uczynił. Butny władca lekce sobie ważył ostrzeżenia elfów i z dumą powiesił Lathanaela w sali tronowej swego pałacu.

Nie wiadomo, czy los, który go spotkał, miał coś wspólnego z zaklętym mieczem, czy był mu po prostu pisany. Zaledwie kilka lat później, gdy ziemie elfów wciąż jeszcze były tylko spopielonym pustkowiem, Dolną Marchią wstrząsnęła wojna domowa. Możnowładcy zbuntowani przeciw władzy grafa zdobyli jego pałac i obrócili go w ruinę; sam graf zginął równie tchórzliwie, jak żył, daremnie usiłując salwować się ucieczką. Los Księżycowego Ostrza pozostaje tajemnicą, jednak jak powiadają niektórzy, na krótko przed zdobyciem siedziby władcy marchii, jednego ze zbuntowanych możnych opuścił towarzyszący mu zaufany doradca; mag, którego rysy zdradzały dziwne podobieństwo do elfów. Czy był on spokrewniony z dawnymi mieszkańcami enklawy, czy może przeciwnie - drowami, które stworzyły zaklęty miecz, nie wiadomo; nie sposób stwierdzić także, czy miał cokolwiek wspólnego z wybuchem buntu przeciw prawowitemu władcy. Niektórzy szeptali nawet, że nie był to nikt inny, jak szalony czarownik, którego bestie spustoszyły Marchię, a który pragnął jedynie odzyskać utraconą broń, która jakoby obdarzała go niezwykłymi mocami. Jak by nie było, Księżycowe Ostrze z pewnością nie raz jeszcze pojawi się w blasku pożogi, spływając krwią elfów...

Działanie: Zazwyczaj zaklęte bronie tworzone przez ciemne elfy mają służyć swym właścicielom w pozbawionych słonecznego blasku podziemnych krainach, dlatego magia która nadaje im ich moce, w świetle słońca osłabia swe działanie, przestaje funkcjonować, lub zgoła niszczy oręż. Nie inaczej jest także z Księżycowym Ostrzem - choć miecz przeznaczony był przez twórców do walki z elfami, na powierzchni ziemi, nie zdołali oni do końca wyeliminować ujemnego wpływu, jaki światło słońca wywiera na broń. Jeżeli zostanie ona wystawiona na promienie słońca, przez następne 24 godziny traci wszystkie swoje dodatkowe moce, zachowując tylko podstawowe umagicznienie (funkcjonując w praktyce jak wielki miecz +1).
1 poziom - broń uzyskuje umagicznienie +1
2 poziom - Lathanael zadaje dodatkowe 1k6 ran wszystkim elfom i postaciom z cechą Elfia Krew (ale nie drowom)
3 poziom - jeżeli broni używa postać o charakterze innym niż zły, zyskuje ona ujemny poziom, dodatkowo może trzy razy dziennie rzucać czar Ciemność jak zaklinacz o poziomie równym jej poziomowi doświadczenia
4 poziom - jeżeli broń zostanie użyta do zabicia elfa, przez następne 12 godzin zachowuje wszystkie swoje moce i zdolności, nawet jeśli zostanie wystawiona na światło słońca
5 poziom - umagicznienie broni wzrasta do +2
8 poziom - dodatkowe obrażenia zadawane elfom wzrastają do 2k6

Pomysły na wykorzystanie w przygodach: Księżycowe Ostrze łatwo może zostać włączone do praktycznie dowolnej kampanii w trzecioedycyjnym D&D, o ile w świecie, w którym toczy się jej akcja, istnieją zarówno elfy, jak i ich mroczni kuzyni. Szalony mag i jego potworne sługi stanowią dogodnych przeciwników dla postaci na stosunkowo zróżnicowanych poziomach doświadczenia - MG musi jedynie dopasować ich skalę wyzwania do możliwości bohaterów. Najprostszym sposobem na włączenie graczy w wydarzenia, jakie miały miejsce w Dolnej Marchii, jest uczynienie ich postacie jednymi ze zwiadowców, wysłanych na tereny elfiej enklawy, lub samych elfów, którzy służyli jako przewodnicy dla wojsk grafa. Będą oni musieli stawić czoła monstrualnym wynaturzeniom, ciemnym elfom, a niewykluczone, że także władcy odrażających bestii.

Interesującą alternatywą może być osadzenie graczy w rolach nie ludzkich zwiadowców czy żołnierzy, ale drowów, wysłanych z podziemnego królestwa z misją odzyskania utraconego oręża. W takim przypadku MG musi określić, czy zamierza doprowadzić do konfrontacji bohaterów z magiem, czy może pozwoli żołnierzom grafa zdobyć Lathanaela - postacie będą wówczas ścigać się z czasem, by odbić broń z rąk ludzi, nim opuści ona enklawę, lub ryzykować wyprawę do pałacu władcy, by wykraść bezcenny oręż.

Trudnym, choć ciekawym rozwiązaniem może być także połączenie tych dwóch opcji, i poprowadzenia przygody równocześnie dwóm drużynom - członkowie jednej będą zwiadowcami w służbie grafa, prawdopodobnie nie mającymi nawet pojęcia o zaklętym mieczu, a drugiej - drowami dążącymi do jego odzyskania. W finale zapewne dojdzie do starcia tych dwóch grup, Mistrz Gry może wówczas dodatkowo skomplikować sytuację, wrzucając w środek walki któregoś z potworów służących magowi. Sam mag może zresztą pojawić się na drodze postaci niejeden raz, chcąc odebrać im miecz, czy po prostu pragnąć zemścić się za zniweczenie jego planów objęcia nieograniczonej władzy nad zdobytymi terenami elfiej enklawy, a potem także Dolnej Marchii i całego świata.

Zręczny MG z pewnością znajdzie jeszcze wiele pomysłów na wykorzystanie Księżycowego Ostrza w swoich scenariuszach, na komentarze dotyczące tekstu jak zwykle oczekuję na Forum Dyskusyjnym i za pośrednictwem poczty elektronicznej.