Wyszukiwanie

Archiwum newsów
Gildia Star Wars
    Spotkania
    Konwenty
    Organizacje
    Fan fiction
    Artykuły
    Polemika
    Wywiady
    Książki
    Inne
    RPG
    Karcianki
    Inne
Gildie
  DVD
O nas...
Opracowanie graficzne serwisu
Archiwum newsów Nowej Gildii Star Wars - kwiecień 2003
Ostatnia aktualizacja: 31 października 2004
Opracował: Raj



Fanowski zwiastun E3

30 kwietnia 2003

George Stark podesłał mi znalezioną w internecie zajawkę trzeciego epizodu, oczywiście fanowską. Zajawkę możecie obejrzeć tutaj. Jest to plik AVI skompresowany DivXem, a całość zajmuje 3,5 MB. Inny fanowski zwiastun, zrobiony z klocków LEGO dostępny jest tutaj.

Lord Sidious z Bastionu

Jak to powstawał AOTC

30 kwietnia 2003

Na tej stronie możecie znaleźć ciekawy flashowy filmik o tym jak powstawał AOTC.

Bane Zeres

LucasArts na E3

29 kwietnia 2003

Na zbliżające się wielkimi krokami targi E3 LucasArts szykuje solidny line-up. Na uwagę zasługują zwłaszcza "Star Wars Jedi Knight: Jedi Academy" i "Gladius" (PC). Pierwszy tytuł, utrzymany w realiach bazujących na znanym wszystkim świecie "Gwiezdnych Wojen" umieszcza gracza w skórze studenta Akademii Jedi. Jego zadaniem będzie osiąganie kolejnych stopni doświadczenia i poznawanie zalet i wad Mocy. Podobno postać będzie można kształtować według własnych upodobań - zarówno w kwestii wyglądu, jak i osobowości. Ba, skonstruować od podstaw będzie można nawet broń bohatera (począwszy od kształtu rękojeści, na kolorze klingi kończąc). Brzmi apetycznie. Podobnie jak zapowiedź, iż oprócz standardowego trybu Single będzie można pobawić się w Multiplayerze. Czekamy!

Niemniej ciekawie prezentuje się info na temat "Gladiusa". LucasArts charakteryzuje ten tytuł jako "taktyczny RPG". Kierować będziemy poczynaniami gladiatora, i w zasadzie na tym będzie się opierać oś gry - na walce z kolejnymi przeciwnikami, podnoszeniu parametrów, kupowaniu lepszego wyposażenia, itd. Nie wygląda to na wielce złożony i urozmaicony produkt, ale z pierwszymi spostrzeżeniami wstrzymamy się to momentu zaprezentowania tegoż tytułu na E3.

 Kosowsky

Nowe 12" figurki na 2003 rok

23 kwietnia 2003

Na oficjalnej stronie Hasbro pojawiła się zapowiedz nowych 12" figurek, które będą dostępne w sklepach pod koniec tego roku. W tym rzucie znajdzie się całkowicie nowy wzór figurki Luke Skywalkera w akcji (z Powrotu Jedi). Do sklepów trafi również dwupak z Ewokami, wykonanych ze wszystkimi detalami, wraz z akcesoriami. Kolejną figurką będzie Biker Scout, w tradycyjnej białej zbroi, oraz czarnym uniformie. Figurka ta jest przystosowana do "posadzenia jej" na speeder bike'u. I ostatnią będzie specjalna wersja Yody, zawierać będzie miecz świetlny, jego fotel z Rady Jedi, laskę, efekt Force lightingu, oraz specjalny ekranik do trenowania młodych Jedi (taki jakim Mace Windu testował młodego Anakina Skywalkera w Mrocznym Widmie).

- Luke Skywalker (ROTJ)
- Ewoki (ROTJ)
- Biker Scout (ROTJ)
- Yoda (TPM/AOTC)
- Yoda (TPM/AOTC)

Andaral z Bastionu

Coraz bliżej trzeciego epizodu SW

19 kwietnia 2003

Jak podaje serwis filmowy Onetu prace nad trzecim epizodem nabierają coraz większego rozpędu. W przyszłym tygodniu na biurka producentów ma trafić scenariusz autorstwa Jonathana Halesa, którym następnie zajmie się George Lucas. Podobno trzecia część ma zostać powiązana z czwartą w dość zaskakujący i niespodziewany sposób. W Australii powoli zaczynają się prace przy tworzeniu plenerów i kostiumów. Aktorzy pojawią się na planie już w tę zimę a film według zapowiedzi producentów ma wejść na ekrany kin w maju 2005 roku.

Karloss G

VSD dla każdego

18 kwietnia 2003

Każdy z nas chciałby miec jakiś porządny wózek ... najlepiej ISD albo przynajmniej VSD. A może by tak sobie taki zbudować? Tutaj znajdziecie ciekawą propozycję. 

RAJ

Szansa dla fanów

14 kwietnia 2003

Witam.

Reprezentuję niezależny magazyn: Czasopismo o kulturze wizualnej "-grafia". W związku z przygotowywanym właśnie kolejnym numerem pisma, chciałbym zaproponować polskim fanom "Gwiezdnych Wojen" prezentację własnej twórczości na naszych łamach, ze szczególnym uwzględnieniem: własnoręcznie (!) wykonanych strojów i gadżetów, związanych z filmowymi postaciami. Najnowszy numer "-grafii" jest dostępny w EMPiK-ach w całej Polsce.
Zapraszam do przejrzenia naszych artykułów w Onet.pl

W nadziei na chóralną odezwę prawdziwych fanów, podaję przybliżoną charakterystykę materiałów:

  1. Oczekujemy na zdjęcia, nawet najbardziej amatorskie. Redakcja nie będzie ingerować w obraz, poza: obróbką techniczną i kadrowaniem.
  2. Do wstępnej selekcji potrzebne będą skany o jakości internetowej (72 dpi, max 100 kB).
  3. Docelowo: skany 1:1 (krótszy bok nie więcej niż: 10 cm), 150 dpi, RGB, zapisane jako jpg bez kompresji (!), max ciężar: 1 MB/plik.
  4. W opisie pliku: parę słów o sobie, wiek, data wykonania zdjęcia (ew. wskazanie imprezy), informacje o kostiumie, a zwłaszcza o użytych materiałach.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich fanów.

red. prowadzący "-grafia"

Krzysztof Radoszek

Prima aprilis Staszka

14 kwietnia 2003

Tutaj znajdziecie primaaprilisowy żart Staszka Mąderka, twórcy Stars in Black, który można było zobaczyc pierwszego kwietnia w TVP3.

Ausir

Płacz i płać, czyli starwars.com za szlabanem opłat

14 kwietnia 2003

9 kwietnia TheForce.Net podał informację, którą większość fanów przyjmie z rozgoryczeniem. W największym skrócie chodzi o to, że oficjalna strona starwars.com szykuje się do wprowadzenia opłat za najciekawsze materiały, głównie te związane z Epizodem III.

Póki co nieoficjalnie zapowiadane są następujące płatne sekcje:

Celebrity Talks: zaplanowane spotkania (czyli prawdopodobnie moderowane czaty) z ludźmi odpowiedzialnymi za proces powstawania Epizodu III. Mowa tu wszelkich specjalistach, nie tylko aktorach.

Exclusive Delated Scenes: nazwa mówi sama za siebie - będzie tu można obejrzeć niepublikowane dotąd (nawet na DVD) "skasowane sceny" z Ataku Klonów i być może innych odsłon sagi.

Set Diary i Webcam: "pamiętnik" z planu zdjęciowego znamy nie od dzisiaj. Pamiętany reportaże video z planu E1 zamieszczane ongiś na oficjalnej stronie. Tym razem za tą przyjemność trzeba będzie już zapłacić.

Zupełnym novum będą za to kamery rozmieszone w różnych miejscach planu zdjęciowego, nadające _na żywo_! Wszyscy znamy obsesję Lucasa co do udostępniania jak najmniejszej ilości informacji, więc to posunięcie jest równie zaskakujące co cieszące.

Episode III Selects: Powtórka z rozrywki. Wybrane osobiście przez George'a zdjęcia udostępniane co tydzień mieliśmy już okazję poznać i polubić. Do klasyki przeszedł już choćby taki obraz jak Jango z parasolką. Nowa seria zdjęć, tym razem z planu E3, rozpocznie się tej jesieni.

Można się oburzać, że starwars.com będzie udostępniać co ciekawszą zawartość tylko za opłatą. Pamiętajmy jednak, że nikt nie lubi dopłacać do interesu (a już na pewno nie George :), a do tej pory oficjalna była jedynie skarbonką bez dna, nie przynoszącą wystarczających dochodów (czy wręcz generującą straty). W dobie coraz powszechniejszej komercjalizacji Internetu, posunięcie Lucas Online nie wydaje się szalone. W tej chwili nie wiadomo jakie będą opłaty za korzystanie z pełnej wersji starwars.com. Nie ulega jednak wątpliwości, że będą dostosowane na amerykańską kieszeń, co zdecydowanie ograniczy grono polskich fanów, których stać będzie na taki wydatek.

Myślicie pewnie "cóż, starwars.com możne nam naskoczyć, mamy przecież inne, nieoficjalne źródła, jak choćby TFN czy JediNet." Błąd! Największe serwisy fanowskie są pod tak ścisłą kontrolą LFL, że najmniejszy przeciek "płatnej zawartości" zakończyłby się dla nich poważnymi konsekwencjami. Oczywiście pozostają jeszcze mniejsze strony, które mogą udostępniać płatne materiały, ale należy się spodziewać, iż one również będą systematycznie tropione, "zastraszane" i ewentualnie zamykane przez żądnych procesów prawników. Matrix has you! :)

To tyle jeśli chodzi o oficjalne materiały. Nie zapominajmy jednak, że większość ciekawych informacji docierała do nas drogą nieoficjalną. I tak prawdopodobnie pozostanie.

Franki z Imperial City Online

Pełnomocnik sprawiedliwości

9 kwietnia 2003

Po długim oczekiwaniu na Bastionie udostepniono zapowiadany w lutym e-book (albo tez powieść fanfic ;) ) autorstwa Michała Wolskiego.

RAJ

Sprawa książek Amberu....

4 kwietnia 2003

Valorum uzyskał odpowiedź z Amberu, na pytanie dlaczego nie wydają książek. Uzyskał odpowiedź, że książki się źle sprzedają. Z innych źródeł wiemy, że książki z serii SW w Polsce zawsze sprzedawały się słabo, ale co najważniejsze regularnie. Czyli w długim terminie dopiero znikały ze sklepów. Były pewne wyjątki od tej reguły (trzy książki trafiły na liczące się listy bestsellerów - Mroczne Widmo Terry'ego Brooksa, Atak Klonów R.A. Salvatore'a, obie to adaptacje hitów kinowych oraz Wektor pierwszy R.A. Salvatore'a. Tutaj należy dodać, że autor ten jest w Polsce wyjątkowo popularny i jest obok Sapkowskiego, Tolkiena i Pratchetta, najczęściej czytanym pisarzem fantasy w Polsce, stąd taka popularność Wektora.). Reszta książek sprzedawała się dość średnio, żeby nie powiedzieć słabo (nie licząc Młodych Rycerzy Jedi, których wydawanie Amber przerwał). Zatem czy za tymi odpowiedziami kryje się spadek popularności SW, czy może coś innego. Sięgnijmy trochę do historii. Oto artykuł z Gazety Wyborczej:

Agencja ANAW podejrzewa Amber o nielegalne wydawanie książek

Piotr Lipiński (25-11-2002 03:00)

Czy powieści sensacyjne zachodnich autorów sprzedawano w Polsce nielegalnie? Spór o to toczą reprezentująca ich agencja i najwięksi wydawcy
W tych książkach roi się od szpiegów i pięknych kobiet w plenerach weneckich kanałów, złotych plaż Kalifornii lub drapaczy chmur Manhattanu.

Książki te tropi od kilku lat Aleksandra Matuszak, szefowa agencji ANAW - śledzi je w internecie, niezapowiedziana odwiedza księgarnie, dokonuje "zakupów kontrolowanych", a potem dokładnie studiuje treść na okładkach.

Agencja ANAW nie jest agencją wywiadowczą, lecz literacką. Reprezentuje w Polsce zachodnich autorów. Podejrzewa, że niektóre książki są w Polsce wydawane nielegalnie. Podejrzewa o to Amber, jedno z największych polskich wydawnictw.

Rafa na końcu rzeki

Aleksandra Matuszak żartuje: - Z Amberem nikt nie ma szans, bo to wydawnictwo potrafi przewidywać przyszłość.

I pokazuje dowody. "Zapomnienie", "Rafa" i "Koniec rzeki".

Według notki reklamowej książka "Zapomnienie" opowiada o znanym dziennikarzu, który nie potrafi się pogodzić ze śmiercią żony. Jednak w jego życiu pojawia się w końcu kobieta...

Dla Aleksandry Matuszak ważny jest jednak nie dziennikarz, ale data wydania. Kupiła tę książkę od Ambera w lutym 2002 r. - chociaż jego licencja wygasła w 1998 r. W książce jest data wydania - Warszawa 1996, czyli jeszcze w okresie obowiązywania licencji. Ale powyżej widnieje informacja, że Amber zaprasza na swoje strony internetowe. Te jednak powstaną dopiero w przyszłości - dwa lata później, w 1998 r. Jak więc Amber mógł zapraszać w 1996 r. na strony, które pojawią się w 1998 r.? Wydawnictwo reklamujeteż najnowsze bestsellery dla pań, wśród nich książkę Nory Roberts "Rafa", która ukazała się w USA w 1998 r. I jeszcze jeden przebój tej samej autorki - "Koniec rzeki". Ten tytuł ukaże się trzy lata później (w 1999 r.), czyli już z pewnością w okresie, kiedy Amberowi wygasła licencja na "Zapomnienie".

- Kiedy wygasa licencja, wydawca musi zaprzestać sprzedaży książki lub wystąpić o nowy kontrakt - mówi Aleksandra Matuszak. - A Amber nie wystąpił o przedłużenie tego kontraktu. W maju 2000 r. prawa do "Zapomnienia" zostały sprzedane na wyłączność wydawnictwu Zysk i Spółka.

Lista wygaśniętych

"Walka, miłość, zdrada - nieodłączne elementy, w jakie z pewnością obfitował konflikt afgański, przedstawione w realistycznej, wyważonej formie przez mistrza gatunku" - tak Amber reklamował książkę Kena Folletta "Wejść między lwy".

- Amerykański agent powiadomił mnie, że licencja Ambera do tego tytułu wygasła w marcu 1997 r.-mówi Aleksandra Matuszak. - Ja kupiłam ją od Ambera w 2001 r., czyli prawie pięć lat później.

W listopadzie ubiegłego roku dostałam od pracownika Ambera ofertę tego wydawnictwa - na liście było wiele tytułów, do których Amberowi wygasły prawa, a książki wciąż sprzedawał. Kilka razy dokonywałam zakupów, i to w ich firmowej księgarni oraz ze strony internetowej, żeby się nie tłumaczyli, tak jak poprzednio, że sprzedawali książki hurtownikowi i stracili nad nimi kontrolę.

Aleksandra Matuszak wylicza:

Ken Follett "Papierowe pieniądze", książka kupiona od Ambera w grudniu 2001 r., kontrakt wygasł w 1997 r.;

Ken Follett "Wejść między lwy", kontrakt wygasł w 1997 r., książka kupiona od Ambera w grudniu 2001 r.;

Steve Martini "Lista", kupiona od Ambera w grudniu 2001 r., kontrakt wygasł półtora roku wcześniej. I tak dalej.

- Piractwo książkowe jest inne niż płytowe - mówi Matuszak. - Nikt nie idzie na bazar, by kupić pirackąksiążkę za jedną czwartą ceny sklepowej. Każdy może nieświadomie, za pełną cenę, w eleganckiej księgarni kupić tytuł, który już nie powinien być w sprzedaży, bo wydawcy dawno wygasła licencja.

Kocioł na rynku

W lutym 2002 r. agencja ANAW skierowała do prokuratury wniosek o ściganie kierownictwa wydawnictwa Amber. We wniosku wymieniono ponad 20 tytułów (m.in. dwa Folletty, sześć Deanów Koontzów, pieć Forbesów), które - według ANAW - Amber sprzedawał po wygaśnięciu licencji. ANAW poinformował prokuraturę, że książki kupił u wydawcy i że są one dostępne również u hurtowników.

- Tego typu sprawy gospodarcze są trudne. Najpierw należy stwierdzić, czy w ogóle popełniono przestępstwo, a potem dopiero szukać winnych. To nie jest morderstwo, zwykła kradzież, w których popełnienie przestępstwa jest oczywiste - odpowiada prokurator Andrzej Janecki (Warszawa Śródmieście), kiedy pytam, dlaczego sprawa jest wyjaśniana już ponadpół roku. Do tej pory przesłuchano ponad 20 osób. Badano też dokumentację wydawnictwa Amber.

W czerwcu 2002 r. zawiadomienie do prokuratury złożyło również wydawnictwo AiB. "Mimo wygaśnięcia kontraktów wystawionych na wydawnictwo Amber na tytuły Colina Forbesa, wydawnictwo to w dalszym ciągu wprowadza do obrotu wiele tytułów tego autora. Są obecne w niemal wszystkich księgarniach i we WSZYSTKICH salonach Empik (...) Planowaliśmy na ten rok wznowić następujące tytuły: ťSyndykat zbrodni Ť, ťKocioł Ť, ťWściekłość Ť, ťKocioł i przepaść Ť. Wymienione tytuły są wciąż na rynku" - pisało AiB do agencji ANAW. Według wyliczeń wydawnictwa AiB każdy z tych tytułów powinien się sprzedać w blisko 3 tys. nakładu, co oznacza, że wydawnictwo straciło szansę sprzedania książek za blisko 200 tys. zł.

Noc bez fantastyki

Skoro akcja została już zawiązana, czas - wzorem powieści sensacyjnych - na retrospekcję.

Wydawnictwo Amber poczęło się z miłości do literatury science fiction. Fanami fantastyki naukowej byli dwaj jego twórcy - inżynier elektronik Zbigniew Foniok i Dariusz Chojnacki, socjolog i grafik, który potem zaprojektował znaczek wydawnictwa. W latach 80. fani s.f. gromadzili się w klubach miłośników fantastyki naukowej - Foniok należał do warszawskiego klubu SFAN, Chojnacki do poznańskiego.

Fani byli wygłodniali - w PRL-u wielu autorów science fiction nie wydawano. Jedni nie podobali się cenzurze, drugim nie było czym zapłacić - jaką wartość dla zachodniego autora miało honorarium w złotych? Podobnie było z literaturą sensacyjną - w PRL-u ukazało się kilka książek Alistaira MacLeana (m.in. "Noc bez brzasku"), i to w olbrzymich nakładach, ale niektórych tytułów cenzura przepuścić nie mogła - czarnymi postaciami byli w nich bowiem agenci KGB.

Członkowie klubów miłośników fantastyki zaczęli tłumaczyć zachodnie książki i drukować w broszurkach, którymi wymienialisię na własny, wewnętrzny użytek. Wkrótce ktoś wpadł na pomysł, że można przecież na tym zarabiać pieniądze. W Warszawie działały już wielkie giełdy - Skra, Wolumen. Kopiowano więc nie 30 egzemplarzy broszurek, ale 500, i sprzedawano na giełdowych straganach. Leżały obok przywożonych z Zachodu płyt gramofonowych. Łączyło je jedno - horrendalne ceny. Przeliczając na dzisiejsze pieniądze, za MacLeana płaciło się nie 30, ale przynajmniej 100 zł.

Naciągano prawo - zgodnie z ówczesnymi przepisami druk do 99 egzemplarzy przeznaczony na potrzeby wewnątrzklubowe nie podlegał cenzurze. Przy przekraczaniu tego nakładu pojawiał się jednak problem - papier. W gospodarce socjalistycznej papier reglamentowano - nie można było po prostu kupić w dowolnej chwili dowolnej ilości. Państwowe (czyli jedyne oficjalne) wydawnictwa swoje plany pisały na wiele lat do przodu, autor czekał na wydanie książki kilka lat. Można było papier kupić na lewo - to jednak narażało nazainteresowanie organów ścigania.

Fanami powieści o kosmicznych podróżach, wśród nich Zbigniewem Foniokiem, zainteresowała się Służba Bezpieczeństwa.

- Traktowano mnie jako wroga ludu - wspomina dziś Zbigniew Foniok. - Byłem podejrzewany, że wydawałem podziemne, KPN-owskie publikacje. Niech pan nie pyta, czy wydawałem, bo nie odpowiem.

Potem był Okrągły Stół i już można było założyć legalnie prywatne wydawnictwo. W PRL-u rzecz nie do pomyślenia! W lutym 1989 r. powstał Amber.

Syndykat przybył

Kilka miesięcy temu wypłynęła sprawa "Syndykatu zbrodni".
"Kim jest Hugo? Skąd przybył? Człowiek, którego twarzy nikt nie widział, kieruje SZTOKHOLMSKIM SYNDYKATEM, tajną organizacją czołowych finansistów oraz polityków Europy i Ameryki, mistrzów szantażu i terroru. Do krwawej, brutalnej konfrontacji przystępuje TELESKOP - oddział specjalny stworzony do walki z terrorem o każdym obliczu i na każdym terenie" - to reklama Ambera, który kiedyś wydał tę książkę Colina Forbesa.

"Syndykat zbrodni " tropiło wzorem Teleskopu wydawnictwo AiB. Cztery lata temu agencja ANAW zaproponowała mu kupno praw do książek Colina Forbesa, wcześniej wydawanego przez Amber.

- Zawarliśmy tzw. układ całościowy - opowiada Krzysztof Adamski z wydawnictwa AiB. - Kupujemy kolejne nowe tytuły i musimy wznawiać stare. To była dla nas strategiczna decyzja, oznaczała, że przez najbliższe lata zobowiązujemy się wznowić mnóstwo książek - jest ich już 27. Wszystko zapowiadało się świetnie, dostaliśmy pisemne potwierdzenie od ANAW, że licencje Ambera na wydawanie większości tytułów Forbesa już wygasły. Tyle że książki wciąż były na rynku. Ostatni raz kupiłem "Syndykat zbrodni" jeszcze w lipcu. W Empiku obok moich Forbesów wciąż stoją amberowskie. Agencja ANAW skontaktowała się z angielskimi właścicielami praw. Wiadomo jednak, że duża agencja zachodnia nie będzie się mieszała do polskich spraw.Oni u siebie sprzedają milion nakładu, a w Polsce - dziesięć tysięcy.

Dlaczego wydawnictwu AiB przeszkadzają stare, amberowskie książki?

- Dla mnie to podstawowy problem - nie wznowię tych książek Forbesa, które wciąż sprzedaje Amber - tłumaczy Krzysztof Adamski. - Bo przecież nie mogą obok siebie w księgarni stać te same tytuły wydane przez dwóch wydawców, bo zyski obu będą mniejsze. Złożyliśmy zawiadomienie w prokuraturze. Moglibyśmy jeszcze próbować procesu cywilnego, ale moje doświadczenia z powództwem cywilnym zniechęcają mnie. Przez dziesięć lat sądzimy się z Ruchem o "Horoskopy chińskie", których część nakładu Ruch wydał do sprzedaży spółce, która tymczasem zbankrutowała. Potem mieliśmy wypadek prymitywnego piractwa - ktoś wydał "naszego" Alistaira MacLeana. Ścigaliśmy faceta sądownie, przedstawił jakąś sfałszowaną umowę z adresem na Broadwayu. Później nawet z ciekawości obejrzałem, co tam jest - sklep z podkoszulkami.Piratem książkowym okazał się były prokurator. Nic z tej sprawy sądowej w końcu nie wyszło, bo facet zniknął.

Strażnicy w kolejce

Zanim Foniok i Chojnacki założyli Amber, mieli ośmioletniego fiata 131, zwanego w PRL-u "mirafiorką". Pożyczyli pięć tysięcy dolarów, z czego dwa tysiące przeznaczyli na zakup książki Alistaira MacLeana "Tabor do Vaccares".

MacLean okazał się wówczas znakomitym towarem - nakłady przekraczały 300 tys. egzemplarzy. Z MacLeana żyli nawet piraci. Przerobili książkę mało znanego polskiego autora, zmieniając nazwiska z polskich na angielskie, i podpisali: "MacLean".

Dzięki Amberowi rynek książek przeżył wstrząs - pierwsze nakłady książek Roberta Ludluma, sztandarowego autora Ambera, sięgały 300-500 tys. egzemplarzy.

W połowie lat 90. Polacy, po pierwszym zachłyśnięciu się zachodnią komercją, poczuli przesyt. Załamanie na rynku literatury sensacyjnej nadeszło około 1995 r., ale jego początki wydawcy odczuwali już w 1992 r. Nagle "Zapiski na pudełku od zapałek" Umberta Eco zaczęły się sprzedawać lepiej niż thrillery prawnicze Johna Grishama. Ale Amberowi było bliżej do Grishama niż do Eco.

Bessę wywołały zapewne same wydawnictwa. Nagle w Polsce ukazała się większość ważnych książek sensacyjnych, jakie napisano na Zachodzie w ciągu kilkudziesięciu lat (samego McLeana na przełomie 1989 i 1990 r. ukazało się ok. 20 tytułów). Księgarze stawali w nocy w kolejce, czekając pod hurtowniami na ciężarówki Ambera przywożące kilkusettysięczne nakłady. Handlowano za gotówkę. Wkrótce zabrakło jednak wydawniczych hitów. Ostatni raz kolejka po książkę stanęła w 1995 r., kiedy Amber wydał "Strażników Apokalipsy" Roberta Ludluma.

Początkowo nakłady były ogromne, ale jedno wydawnictwo wydawało kilka tytułów rocznie. Żyło z dodruków. Teraz wydawnictwo potrafi wypuścić 400 tytułów rocznie. Ale nakład dziesięć tysięcy to już jest święto.

Handlarka prozy

I tu - jak na historię sensacyjną przystało - następuje zwrot akcji.

Gdzieś ok. 1992 r. w wydawnictwie Amber wybuchły pierwsze poważne konflikty. Dlatego dziś Andrzej Kuryłowicz (właściciel wydawnictwa Albatros, jego ubiegłoroczny hit to "Mężczyzna i chłopiec") lojalnie mnie ostrzega, że jest nie tylko konkurentem wydawnictwa Amber, ale też osobistym wrogiem Fonioka, więc wszystko, co powie, należy odbierać przez pryzmat tej niechęci. Kiedyś był bowiem pracownikiem Ambera.

Kuryłowicz przegląda katalog swojego wydawnictwa i wylicza: - Z Ambera przeszli do mnie między innymi: Graham Masterton, Stephen King, Wilbur Smith, Ken Follett, Jack Higgins, Frederick Forsyth.

Także Kuryłowicz twierdzi, że niektóre tytuły Folletta Amber sprzedawał już po wygaśnięciu licencji.

Andrzej Kuryłowicz literaturą angielską zainteresował się w latach 70. w szkole średniej. Dwie dekady później założył własne wydawnictwo, poznał Fonioka i Chojnackiego. - Od razu zorientowali się, że dobrze znam anglojęzyczną literaturę - wspomina. - Zaproponowali mi pracę. Kupiłem im wielu ich czołowych autorów, m.in. Grishama i Crichtona.

Kuryłowicz pracował w Amberze niecałe dwa lata. W tym czasie współwłaściciel Dariusz Chojnacki miał wypadek samochodowy i zmarł. Pojawiła się za to Małgorzata Cebo, zdolna tłumaczka literatury francuskiej i piękna kobieta. Poślubiła współwłaściciela - Zbigniewa Fonioka. W Amberze narodziła się nowa, francuska seria. Wyszła między innymi "Mała handlarka prozy".

Foniok twierdzi, że zwolnił Kuryłowicza, bo ten założył konkurencyjne wydawnictwo. Kuryłowicz twierdzi, że wydawnictwo powstało, zanim jeszcze zaczął pracować w Amberze. Jedno jest pewne - panowie rozstali się w bardzo nieprzyjaznej atmosferze i przestali mówić sobie dzień dobry.

Potem była walka o Crichtona - w tym samym mniej więcej czasie Amber wydał jego "Park jurajski", a Kuryłowicz - "Śmierć binarną".

Kraina chichotów

- Od kilku lat mamy opcję na wyłączność na książki Deana Koontza - mówi Rafał Grupiński z wydawnictwa Prószyński i S-ka, które również czuje się pokrzywdzone działalnością Ambera. - To znakomity autor, porównywalny do Stephena Kinga. Amber kilka tytułów Koontza sprzedawał już po wygaśnięciu licencji. Skierowaliśmy więc do prokuratury pismo wspierające działania agencji ANAW.

Kilka miesięcy temu Prószyński i S-ka przez pomyłkę wypuścił na rynek "Krainę Chichów", na którą wygasła mu licencja. Taką sprawę można jednak załatwić - Prószyński i S-ka negocjuje z Rebisem, który ma obecnie licencję na ten tytuł, wysokość odszkodowania.

W rankingu wydawców 2001 r. ułożonym przez "Rzeczpospolitą" Amber zajął 13. miejsce, zaraz za wydawnictwem Prószyński i S-ka. W tym roku Amber wzbudził sensację olbrzymią, billboardową reklamą nowej książki Johna Grishama "Wezwanie", autora bestsellerów "Firma" i "Bractwo".

- Czy to prawda, że Amber sprzedawał książki po wygaśnięciu licencji? - pytam.

- Prawda - potwierdza Zbigniew Foniok, szef Ambera. - Z jednym podstawowym zastrzeżeniem - była to najczęściej sprzedaż przez księgarnię internetową pojedynczych egzemplarzy książek, za które zapłaciliśmy pełne prawa autorskie od egzemplarzy wydrukowanych, tzn. zapłaciliśmy z góry, zaraz po wydaniu. Dlatego też żaden autor ani żaden właściciel praw autorskich nie poniósł strat finansowych.

Zdaniem Ambera sprawa jest załatwiona.

Szef wydawnictwa zasypuje mnie liczbami - od 1 stycznia 1997 r. do 16 września 2002 r. wydawnictwo Amber podpisało umowy licencyjne na 1422 tytuły. Wypłaciło autorom dwa miliony dolarów. W 80 proc. zaliczka pokrywała całe honorarium. Te liczby mają pokazać skalę działalności wydawnictwa. - W ciągu tych pięciu lat z agencją ANAW pani Matuszak zawarliśmy tylko 70 umów, co stanowi 5proc.wszystkich - podkreśla Zbigniew Foniok. - A tylko ANAW zarzuca nam naruszanie praw autorskich.

- Piractwo to zarzut absurdalny - oburza się Małgorzata Cebo-Foniok. I wyjaśnia, co to jest piractwo: - Pirat wydaje książkę potajemnie, bez umowy, najczęściej jeszcze przed tym, kto kupił prawa autorskie. Bez opłacenia jakichkolwiek praw. Nie podaje nazwy, adresu wydawnictwa, gdzie książkę można kupić. Jest to działanie celowe, potajemne, w celu zdobycia nielegalnych, nieopodatkowanych dochodów. Taka sytuacja w przypadku wydawnictwa Amber nie zachodzi. Natomiast te przypadki, kiedy ktoś w Amberze kupił książkę po wygaśnięciu licencji, były sporadyczne. Podstawą działalności naszego wydawnictwa, które wydaje prawie 500 tytułów rocznie w nakładzie 2,5 mln egzemplarzy, jest zakup licencji i przestrzeganie praw autorskich. Gdybyśmy ich nie przestrzegali, byłoby to samobójstwo i od dawna nie istnielibyśmy na rynku.

- Jak to się stało, że Amber sprzedawał książkipowygaśnięciu licencji?

- Najczęściej przez błąd jakiegoś pracownika. Przy dwóch tysiącach tytułów w stałej sprzedaży i ponad dziesięciu milionach sprzedanych egzemplarzy w ciągu ostatnich pięciu lat takie błędy są nieuniknione - wystarczy, że ktoś błędnie wpisze na przykład datę wygaśnięcia umowy. Nie ma w tym cech działania celowego - powtarza Zbigniew Foniok. - To nie tak, że sprzedawaliśmy w tysiącach egzemplarzy do hurtowni nielegalne wydania. Sprzedaż po terminie to ułamek procentu całej naszej sprzedaży.

Amber uważa, że nie popełnił grzechu piractwa, ale padł ofiarą walki agencji praw autorskich. Jak na powieść sensacyjną przystało zawsze za ciemnymi sprawami stoją jakieś agencje.

Zbigniew Foniok: - Jesteśmy tylko narzędziem w walce agencji ANAW przeciwko innym subagencjom o przejęcie rynku. Może pan sam sprawdzić, jaka jest sytuacja finansowa agencji ANAW, która po prostu musi, żeby przetrwać, zdobyć nowych, już wypromowanychautorów [Aleksandra Matuszak zapewnia z kolei, że to ona sprzedaje najwięcej tytułów na rynku - przyp. P.L.], a Amber jest wydawcą największej liczby bestsellerów w Polsce. ANAW, kompromitując Amber, kompromituje również współpracujące z nim subagencje, czyli pani Matuszak chce wykazać, że lepiej niż konkurencyjne agencje dba o prawa swoich autorów.

Pytam, w jaki sposób na książce z datą wydania 1996 mogła się znaleźć informacja o innej książce wydanej w 1999 r.?

Małgorzata Cebo-Foniok ogląda stronę redakcyjną i stwierdza: - Ale tu jest przecież napisane: "ponowna oprawa" i nazwa drukarni.

- Co to znaczy?

- Po prostu zazwyczaj po dwóch latach sprzedaży, zamiast kierować książkę do taniej sprzedaży i szkodzić wizerunkowi autora, zmieniamy okładkę na nową, żeby ją atrakcyjnie ponownie przedstawić czytelnikowi. Ta książka została przeokładkowana na początku 2000 r.

- I po przeokładkowaniu pozostała informacja: Warszawa 1996, wydanie I? - dziwię się.

- Tak, bo to było wciąż to samo wydanie, za które zapłaciliśmy w całości prawa autorskie, tylko w nowej okładce.

- Ale przecież w 2000 r. Amber nie miał już praw do tytułu, dlaczego więc go przeokładkował?

- Mogło być to tylko - mówi Małgorzata Cebo-Foniok - na skutek błędu, np. źle zapisanej daty w bazie danych. Każdy pracownik może się pomylić, pracując z 15 tys. tytułów. Wtedy obowiązkiem agenta dbającego o prawa autorskie jest zwrócić się do wydawnictwa o wycofanie książki bądź zaproponować przedłużenie umowy i zapłacenie nowej zaliczki. Jednak agencja ANAW tego nie zrobiła, choć wydanie to było jawne, zamieszczone w naszych comiesięcznych zapowiedziach wydawniczych i na naszej stronie internetowej. Zamiast tego dwa lata później agencja ANAW zgłasza sprawę do prokuratury, o czym wydawnictwo Amber dowiaduje się z powiadomionej o tym ambasady amerykańskiej i od właścicieli praw autorskich.

Aleksandra Matuszak, agencja ANAW, mówi: - To obowiązkiem wydawcy jest pilnowanie daty wygaśnięcia kontraktu. Wielokrotnie zwracałam się do Ambera z żądaniem wycofania ze sprzedaży tytułów, do których nie miał już ważnych kontraktów. Uzyskiwałam odpowiedź, że książki zostały sprzedane hurtownikowi i że Amber utracił nad nimi kontrolę. Wtedy rozpoczęliśmy kupowanie książek bezpośrednio od wydawnictwa. Czy Amber wiedział, kiedy wygasają kontrakty? Amber przestawał przesyłać raporty sprzedaży w momencie wygaśnięcia kontraktów.


Zatem czy Amber, który przez wiele lat potrafił nie tylko wtopić się w rynek, ale i umiejętnie, po odpowiednim czasie, czerpać z tego zyski, nagle zapomniał o tym jak zarabiać na SW? Czy sposób wydawania komiksów jest tylko błędem, czy może realizacją pewnego zamiaru, który tak na prawdę uśmierca SW. Pozostawiam to Waszej ocenie.

Lord Sidious z Bastionu

Jedi Knight III

4 kwietnia 2003

Wszyscy spodziewali się, że krążące informacje o JK III to primaaprilisowy żart. Okazało się to jednak prawdą. Star Wars Jedi Knight: Jedi Academy (bo tak brzmi cały tytuł) ma się ukazać jesienią. Powstała już nawet oficjalna strona gry.

RAJ

Star Wars wracają do Deciphera?

1 kwietnia 2003

Według niepotwierdzonych plotek Lucas Arts zamierza zabrać prawa do karcianki Star Wars firmie Wizards of the Coast i oddać je do Deciphera.

Ceti