Kojot w wilczej skórze
Ostatnia aktualizacja: 25 maja 2001
Autor: Robert
Ludzie są z natury tchórzami. A wilkołaki niewiele się od nich pod tym względem różnią. Nieprawda, powiecie. Wilkołaki to urodzeni myśliwi. Nie znają strachu, tylko szał i śmierć.
Czyżby?
Cała wilkołacza kultura - inicjacje, obrzędy, chwała, pieśni, legendy, bohaterowie - to wszystko jest podporządkowane jednemu celowi: zakrzyczeniu śmierci, oswojeniu jej, przekazaniu szczeniakom że wstyd, obraza, strata honoru lub twarzy jest od śmierci gorsza i straszniejsza.
Ale wiecie co? Wcale nie jest.
Według Napoleona najważniejsza zaleta oddziału to wysokie morale. Mniejsza o umiejętności, uzbrojenie, zaopatrzenie. Ważne, aby żołnierz nie uciekł na widok śmierci. Bo wtedy najpewniej ucieknie przeciwnik.
Spartanie, być może najlepsze wojsko w historii ludzkości, byli oswajani ze śmiercią od najmłodszych lat. Uczyli się jej ciałem, sercem i umysłem. Po zakończeniu treningu ruszali do walki w ostatnim szeregu. Kiedy wreszcie pozwalano im walczyć w pierwszej linii, byli już weteranami dziesięciu lat wojen. Oswoili śmierć.
Każdy wilkołak chce żyć. To banał, ale taka jest prawda. Nawet wściekły Fenris, rzucając sie w wir walki wolałby się cieszyć chwałą za życia. Nie zniesie niesławy, ale wolałby żyć. Można zagłuszyć to pragnienie szałem, głupotą, nieszczęściem, tępą wiarą w siebie, która nie przyjmuje możliwości porażki. Ale ona gdzieś tam jest, siedzi w tobie i w każdej chwili może się wydostać. Nie możesz jej zabić, nie możesz się jej pozbyć. Szał możę zgasnąć, nawet największy głupiec może dostrzec co go czeka. Najgorliwszy wyznawca może poznać zwątpienie. A wtedy zaczyna odczuwać ból, strach, niepewność, oślepiające piękno życia. Nie chce umierać. Chce żyć. Przestaje być łowcą, potworem, maszyną do zabijania. Ręce drętwieją, ruchy stają się powolne, niezdarne. Chce żyć! A kiedy widzi śmierć w oczach kolejnego przeciwnika podwija ogon i ucieka.
Dla każdej postaci to jedna z najgorszych chwil w życiu. Wiele młodych wilków, aby uniknąć hańby, rozorało sobie gardła, uciekło w niebyt. Ale to podwójna zdrada, podwójna ucieczka. Trudniej jest żyć, znieść szyderstwa, ostracyzm - i zmazać winy. Być może w innej walce. Być może w inny sposób.
Dla postaci to jedna z najgorszych rzeczy, jakie mogą się przytrafić. Dla gracza przeciwnie - taka postać staje się żywsza i pełniejsza, pamięta się ją dłużej, niż kolejnego, szablonowego, dzielnego wojownika.
Spośród 300 którzy wyruszyli z Leonidasem do wąwozu termopilskiego ocalało tylko trzech. Jednym z nich był Aristodemos, który oślepłszy, nie miał odwagi ruszyć ze swoimi towarzyszami do bitwy i zginąć. Okryty hańbą wrócił do Lacedemonu. Ale w bitwie pod Platejami zmazał swoją winę i dziś jego imię pamiętane jest na równi z najdzielniejszymi oficerami Leonidasa. |