Wyszukiwanie

Świat Mroku
Świat Mroku: ogólne
Wampir
  Nomads
Wilkołak
Mag
Changeling: the Dreaming
Mumia
Świat Mroku: Opowiadania
Gry fabularne
  Hunter
  Mag
  Mumia
  Wampir
  Wraith
Gildie
  DVD
O nas...
Opracowanie graficzne serwisu
Nowa Gildia
Gildie
  DVD
Przyjaciele Nowej Gildii
Ścieżka... Orła?
Ostatnia aktualizacja: 8 czerwca 2001
Autor: Szymon "Doxeopotli" Rudnicki, Creator of CUD



Wzgórze nie było wysokie, Jatpoki wchodziła na nie niespiesznie. Pokonywała drogę z wioski w dolinie na wzgórze wielokrotnie w ciągu ostatniego roku. Zaczęło się od tej ciężkiej choroby na jaką zapadła po powrocie z misji...
Zupełnie nie wiedziała dlaczego ojciec, szaman jej plemienia, zechciał aby poszła po nauki do ludzi, którzy wyznawali innego boga i starali się wpajać swą wiarę miejscowej ludności. Nie lubił ich, nie znał i nie rozumiał ich Boga, a jednak chciał, aby ona jego jedyne dziecko, poszła się uczyć do ich "kamiennego szałasu", jak nazwał misję. Nigdy nie sprzeciwiała się ojcu choć był łagodnym człowiekiem i nigdy nie widziała aby kogokolwiek uderzył. Szanowała go, szanowała go jak i reszta wioski. Kiedy ojciec coś mówił, prędzej czy później okazywało się to prawdą. Kilkakrotnie widziała jak rozmawiał z duchami, wiedziała skąd brała się jego mądrość. Zastanawiała się tylko czy to dobre czy złe duchy, ale nie zapytałaby o toojca, a w misji mówili, że tylko jej ojciec to wie. Misja, dziwne miejsce, dziwne zwyczaje. Ludzie, którzy tam mieszkali rzeczywiście nauczali ją o ich Bogu. Mówili, iż ich Bóg jest jedynym prawdziwym, że inni to tylko podszywające się pod niego demony. Jatpoki nie wiedziała co to demony, jej ojciec uczył, że duchy nie są dobre, ani złe, są tylko takie, które mogą Cię lubić albo nie. Misjonarze twierdzili inaczej, mówili o demonach i aniołach, opowiadali o odwiecznej walce. Jeden z nich, George, nauczał ją jednak czegoś innego. Jego nauki były podobne do pozostałych, a jednak pozbawione tego tępego zaparcia. Wykraczające dalej, a jednocześnie objaśniające suche przekazy innych misjonarzy. Nie mówił on nigdy Bóg, a Jedyny, opowiadał o tym, że różni ludzie w różne rzeczy wierzą, ale zawsze sprowadza się to do tego samego. Ciężko było jej poukładać sobie wszystko co mówił, ciężko było pogodzić z naukami przekazanymi przez ojca. Ale starała się jak mogłai kształtowała swoją opinię. Słuchała go długo, po pewnym czasie trudno było stwierdzić jednoznacznie kto kogo nauczał. Dyskutowali często całymi dniami, a nawet nocami, co nie spotykało się z aprobatą pozostałych mieszkańców misji wzbudzając niesłuszne podejrzenia. Miała zostać tam jeszcze rok, ale któregoś wieczora, kiedy kłóciła się z Georgem roztrząsając różnice pomiędzy duchami, a aniołami, zemdlała. Powiekę uniosła już w swojej wiosce, ojciec odprawiał nad nią jakiś rytuał, misjonarzy nie było. Nie zdawała sobie sprawy, iż była nieprzytomna. Pamiętała jak znudzona kłótnią wychodziła z misji. Pamiętała jak szła w stronę lasu aby odpocząć na jego skraju. Później działy się już rzeczy, o których słyszała tylko od staruch w wiosce, że zdarzyć się mogą...
- Przybyłaś na moje wezwanie? - zapytał quetzal.
- Nie wiem, miałam dość Georga, zrobiło mi się niedobrze i wyszłam. - to, że pytanie padło ze strony ptaka, Jatpoki przyjęła za zupełnie naturalne.
- Przybyłaś, choć możesz o tym nie wiedzieć, widzisz tamtego motyla?
- Tak, jest piękny, złapię go i zaleję żywicą, będzie najpiękniejszą ozdobą w wiosce - dziewczyna ruszyła za motylem, ale ten usiadł na dłoni olbrzyma, cofnęła się.
- Nie będzie między nami zgody, odejdę zatem. Nadchodzi ocelotl, może on zechce się Tobą zaopiekować.
- Czy widzisz tamtego olbrzyma, którego nogi są źle zbudowane? Powinno go tu nie być. Idź i pokonaj go. - kot bez zwłoki zadał pytanie patrząc wyczekująco na dziewczynę.
- Tak, jest straszny, a jego nogi są źle zbudowane, powinno go nie być, ale ja go nie pokonam, boję się - widok olbrzyma z legend przodków przeraził ją tak, że uciekła w głąb dżungli.
- Dlaczego uciekasz? - pełzający w liściach wąż, owijał się dookoła jej kostki.
- Boję się olbrzyma, którego nogi są źle zbudowane, a którego nie powinno tu być.
- Dlaczego więc go nie zabijesz? Daj mu zatrute jedzenie skoro boisz się stanąć mu naprzeciw - wąż spełzał z jej bosych stóp.
- Tak nie można, to nie jest walka, odejdź wężu i nie podsuwaj nigdy tak podłych pomysłów.
Została sama, w środku dżungli, ze strachu zapomniała jak tu doszła. Kiedy spojrzała w gorę, aby odnaleźć słońce zobaczyła kołującego orła. Po chwili zaczął lecieć w jednym kierunku, ruszyła za nim.
- Dlaczego za mną idziesz czyż nie wiesz, że lecę na spotkanie olbrzyma? - dostojnie zapytał orzeł.
- Wiem orle i idę w tamtą stronę tylko dlatego, że Ty tam lecisz - odparła bez namysłu.
- Dlatego, że tam lecę nie boisz się już?
- Nie orle, idę tam, gdyż szanuję Cię i ufam w Twą mądrość. Quetzal chciał sprawdzić czy pogoń za pięknem pokona mój strach. Jaguar był silny i chciał, aby w pojedynkę zmierzyła się z olbrzymem w otwartej walce tak jak kiedyś on i jego lud. Żmija była podstępna iniehonorowa, nie chciałam jej słuchać. Ty jednak orle jesteś bystry, widzisz to czego inni nie potrafią zobaczyć. Ty jesteś mądry. Atakujesz, kiedy wiesz, że wygrasz. Powiedz orle jak pokonać olbrzyma?
- Dobrze odczytałaś intencje coatla, ocelotla i quetzala Jatpoki. Przejrzałaś ich sztuczki, lecz czy do końca? Czy zadałaś odpowiednie pytanie? Odpowiem jako orzeł, odpowiem na pytanie o olbrzyma. Przypomnij sobie co powiedział ocelotl.
- Powiedział "Czy widzisz tamtego olbrzyma, którego nogi są źle zbudowane?" - dziewczyna zamyśliła się na chwilę - chodzi o jego nogi, jeśli się przewróci nie będzie mógł wstać i umrze. Jeśli chcę go pokonać muszę to wykorzystać? - spojrzała na orła z wyczekiwaniem.
- Nie zabijaj olbrzyma, liczy się znalezienie rozwiązania, już teraz się go nie boisz, po co więc go zabijać? Znalazłaś swój sposób czy jeszcze o coś chcesz zapytać?
- Olbrzyma nie powinno tu być, dlatego muszę go zabić, tak powiedział jaguar i wąż.
- A czy podążyłaś ścieżką węża albo kota? Czy posłuchałaś ich podpowiedzi, czy postąpiłaś tak jak Ty chciałaś?
- Postąpiłam według własnej woli i postąpiłam dobrze. Posłuchałam mądrego, a nie pięknego, silnego czy podstępnego, to ja wybrałam.
- Ja orzeł, który widzi daleko, który dostrzega to, czego inni nie dostrzegają mówię Ci, iż dana Ci będzie moc. Dana Ci będzie odpowiedzialność. I ja mówię Ci decyduj sama, obrałaś ścieżkę i wierzysz, że jest dobra, nie porzucaj jej, bo ktoś mówi, że robisz źle. Najpierw sprawdź, kto to mówi.

Znajomy zapach kukurydzy i ziół napełnił jej nozdrza. Powoli otwierała oczy patrząc na wprost. Zza  niej wyłoniła się znajoma twarz.
- Witaj córko czy podjęłaś decyzję? - ojciec spoglądał na nią oczyma pełnymi nadziei i oczekiwania.
- Tak ojcze, już rozumiem i wiem jak chcę postępować - obudziła się zupełnie świadoma i jakby o kilka lat starsza.
- Czy zostaniesz więc z nami, czy pójdziesz z misjonarzami?
- Zostanę z wami i pójdę z misjonarzami - w oczach ojca pojawił się smutek, ale i zrozumienie.
- Przygotuję więc rzeczy.
- Nie rób tego ojcze, gdyż jeszcze nie teraz chcę odejść. Czuję w sobie taką samą nieśmiertelną istotę, którą widzę w Tobie. Pozwól mi zostać do czasu, aż nauczę się z nią żyć.
- Będę Cię nauczał dziecko, choć wiem, że widziałaś już swoją ścieżkę, będę Cię nauczał, jeśli tylko zechcesz. Święta Istota wewnątrz Ciebie jest nie tylko zobowiązaniem, jest też błogosławieństwem. Pokażę Ci jak z niego korzystać.
- Kocham Cię ojcze.

Pozostać miała w wiosce przez rok. Rok jeszcze bowiem brakowało jej, aby w świecie, do którego chciał zabrać ją George, była uważana za pełnoletnią. W swojej wiosce mogła już mieć męża i kilkoro dzieci. Ojciec zadecydował jednak, iż ma prawo wybrać, a ona wybrała poszukiwanie dalszego oświecenia. Kilku wojowników, którzy chcieli ją za żonę było niezadowolonych, ale żaden nie śmiał otwarcie sprzeciwić się woli jej ojca. Nauczał ją więc o jej dziedzictwie. Pokazywał świat duchów. Nauczał ją mowy niewidzialnego ludu i przestrzegał przed niebezpieczeństwami. Mówił o nieskończonej ilości duchów i o tym, że ciągle powstają nowe. Uświadamiał, że on sam nie zna nowych braci, braci z miejsc zwanych miastami. Opowiadał o Dziewięciu Tradycjach, o historii i relacjach pomiędzy nimi. Przestrzegł, że ma wrogów, choć może o nich nie wiedzieć. Ci, którzy teraz zwą się Iteracją X od zawsze byli konkurentami jej przodków i nie zawahają się zniszczyć jej,kiedy tylko nadarzy się okazja. Opowiadał, a ona słuchała, chłonęła wszystko i układała w spójną całość. Wiedziała, że jeszcze dużo będzie musiała się nauczyć i przygotowywała solidny grunt pod nadchodzącą wiedzę. Wiedziała, że pozna duchy, zamieszkujące miasta, wiedziała, że znajdzie tam sojuszników, jeśli wrogowie rzeczywiście będą chcieli ją zniszczyć.
- Wrócę tu ojcze. Wrócę i będę nauczać Ciebie i nasz lud o tym, czego nie widzieliście tak jak teraz Ty mnie nauczasz. Znajdę sposoby, będę szukać słabych punktów w sobie, dookoła siebie i wśród naszych wrogów, będę przygotowana kiedy wrócę.
- Wiem córko, duchy będą Cię chronić w Twej podróży, przyjął Cie orzeł, jego oczami będę patrzył na Ciebie, a widzieć będę to czego inni nie zauważą.

A teraz wchodziła na pagórek. Powoli, wiedziała, że jej opiekun poczeka, on ma całą wieczność. Z doliny widziała jak kołował nad wioską, teraz widziała go siedzącego na drzewie na szczycie wzniesienia. Jej Święta Istota stawała się coraz silniejsza, czułą, iż wewnątrz jej coś cieszy się na spotkanie z tym, który przyjął ją pod swoje skrzydła w czasie Przebudzenia. Kto wie ilu jest ludzi, którzy dostąpili zaszczytu przyjęcia przez totem orła? Kto wie czy gdyby nie on, Mówczyni Marzeń Jatpoki nie upadłaby jak olbrzym, którego nogi są źle zbudowane i nie wstała. Kto wie czy nie skończyłaby się wtedy jej rozpoczynająca się krucjata w poszukiwaniu nowych dróg dla siebie i swego ludu.