Ostatnia aktualizacja: 19 kwietnia 2005
Autor: Enzo Daedro
Tłumaczenie: Ahrylein
Nie mam innego wyjścia, jak tylko zaakceptować Boga jako obcego na jego własnym lądzie.
Luis Sarvenino de las Fuentes, Teologia extraterrestre. (Pozaziemska teologia)
Publisher Santeurion, 1973
Organizacja Narodów Zjednoczonych ukrywa znaczące informacje dotyczace ewolucji naszego gatunku.
Marcos P. Salso. La Palma Abierta (Otwarta dłoń)
Publisher Alaucar, 1991
Na talerzach widnieją resztki kurczaka i okruchy chleba. Na szklankach - odciski palców. Popielniczka pełna mokrych serwetek. Mathias zbiera sztućce i zanosi je do kuchni. Andrea i Miguel całują się skuleni na fotelu, który znajduje się naprzeciw wyłączonego telewizora. Niedzielny posiłek dobiegł końca.
Zapach kawy ponownie wabi ich do stołu. Mathias wlewa ciemny płyn do filiżanek. Zebrani odwdzięczają się gospodarzowi za ten miły gest uprzejmym dziękuję. Mathias siedzi na swoim miejscu. Wyciąga paczkę papierosów z kieszeni spodni. Główka zapalniczki rozbłyska. Dym. Andrea szepcze swojemu chłopakowi jakieś błahostki, które sprawiają mu przyjemność. Mathias pogrąża się w rozmyślaniach mocząc końcówkę papierosa. Przypomina coś sobie. Wstaje i wychodzi do kuchni. Otwiera kredens, szuka czegoś; wraca na swoje miejsce. Na środku stołu stawia kryształową szklankę. Dobiega ledwo słyszalny dźwięk zapalonej żarówki.
Andrea i Miguel oglądają przyniesiony przedmiot. Mathias prezentuje uśmieszek współwinnego. Kładzie na bok kilka kartek z notatnika, drze je na kawałki. Na każdym z nich zapisuje literę alfabetu. Palce poruszają się tam i z powrotem. Kryształ drży. Andrea nie czuje się zbyt dobrze. Dostaje delikatnej gęsiej skórki. Litera X zapisana na małym wycinku. Szklanka wydaje się być żywa. My wiemy, że to żart... - mówi Miguel. Mathias jest śmiertelnie poważny. Ale... ja nią nie poruszam, przysięgam, tłumaczy dziewczyna. Miejsce staje się lodowato zimne. Tworzy się lekki wietrzyk. Mathias próbuje pojąć łańcuch słów. Jego usta powtarzają trzy słowa przesłane przez symboliczną nadprzyrodzoną istotę. Nagle wszystko nabiera sensu. Odsuwa szklankę. Pyta, wskazując każdy skrawek papieru: C-Z-Y-M-J-E-S-T-O-E-X? Nie czeka na odpowiedź. -T-O-M-O-J-E-I-M-I-Ę. Mathias patrzy w osłupieniu. Wiadomość nadchodzi nieprzerwanie. -P-O-C-H-O-D-Z-Ę-Z-K-O-S-M-O-S-U. Andrea i Miguel trzymają się mocno. Czego się boją? Czy nie był to, koniec końców, żart? Szklanka wciąż się porusza. -Z-M-A-R-Ł-E-M-P-O-W-Y-L-Ą-D-O-W-A-N-I-U. Noc przynosi im więcej odkrywczych niespodzianek.
To początek dziwnej wyprawy, w której pojawiają się zarówno pozaziemskie, jak i ponadnaturalne wydarzenia. Dwie rzeczywistości, zmieszane i mnogie łączą się na jednym poziomie: OEX - czy nie jest to, przypadkiem, istota o charakterze parapsychologicznym? Posłaniec potężnej cywilizacji? Widmo plazmy? Tajny projekt ONZ? Moja opinia w tej sprawie wciąż nie jest wyraźna. Postaram się uporządkować te wydarzenia w logiczny ciąg tak, aby czytelnik mógł wszystko łatwo zrozumieć. Dlatego też pojawią się tu różne przypadki, które są ze sobą luźno powiązane poprzez OEX.
KARZEŁ
Alberto Ruben Farez przybył z Republiki Urugwaju w latach 60-tych. Pochodząc ze skromnej rodziny musiał wyemigrować z przyczyn politycznych. Pomimo tego, iż był szanowanym nauczycielem w wiejskiej szkole, jego powiązania z urugwajska partia komunistyczną odcisnęły się raz na zawsze w jego życiorysie. Tajna policja uknuła przeciwko niemu przerażający spisek. Dwaj jego koledzy byli martwi już o świcie. Pomysł ucieczki przyszedł do niego nagle; podsunęła mu go znajoma z pracy. Farez sprawdził kilka możliwości - Europę, USA, Kanadę. Niemniej jednak to Argentyna dawała mu wówczas optymalną przeciętną długość życia i wolność, bardziej niż jakikolwiek inny latynoamerykański kraj. Krótka podróż statkiem pozwoliła mu dotrzeć do argentyńskiej ziemi. Rozpoczął od wypełnienia formalności, aby zalegalizować swoje położenie jako cudzoziemca.
Zamieszkał w rodzinnym pensjonacie położonym w osobliwym sąsiedztwie, w Chacarita. Tam dzielił pokój z katolickim misjonarzem, Eusebio Bandeirą, spokojnym człowiekiem o dobrych manierach. Farez obchodził szkoły położone w pobliżu w poszukiwaniu pracy. Kilka z nich zaproponowało mu rozmowę wstępną. Jego wizja świata całkowicie nie zgadzała się z opinią jednego z dyrektorów. W końcu, w trakcie jednej z wielu pogawędek, zdecydował się na stanowisko w szkole prywatnej.
Wracając do domu, był zmuszony przejść przez uroczyste wejście na cmentarz. Przez to przejście przechodzili beznadziejni ludzie każdego rodzaju. Sprzedawcy kwiatów zarabiali na śmierci. Oferowali pocieszające bukiety, płaczące goździki. Taksówki tłoczyły się obok siebie jak muchy, czekając na jedzenie pod postacią pieniędzy. Pośród tego beznadziejnego chaosu natknął się na matkę jednego ze swoich uczniów. Farez przywitał się kobietą, która z jakiegoś powodu wydawała się być niespokojna. Zaprosiła go na pogawędkę w kafejce.
Jej syn, Elias, zachowywał się w tajemniczy sposób. Mało jadł i wychodził ze swojego pokoju z powodu zwykłej fizjologicznej potrzeby. Farez potwierdził jej obawy. Miał też wrażenie, że chłopak na zajęciach jest jakby nieobecny duchem. Matka poprosiła nauczyciela, aby zaprzyjaźnił się z jej synem. Mógłby znaleźć najlepszy sposób aby zapewnić mu rozwój w uspołecznioną jednostkę z odpowiednimi zasadami. A co z jego ojcem? - zapytał Farez. Jest w Hiszpanii - odpowiedziała kobieta, niemal wybuchając płaczem. Przeprosił ją za to pytanie. Podjął wyzwanie.
Minęły dwa miesiące. Farez pomagał Eliasowi podczas jazdy na rowerze. Plac był miejscem przepełnionym szczęściem. Spacerujące starsze pary, chłopcy grający w piłkę, ptaki na drzewach, wokół wiosenna atmosfera. Nagle chłopak upadł. Jedna z opon była przebita. Kamienie to najgorsi wrogowie tych pojazdów. Farez pomógł mu wstać. Ręka chłopca opierała się na plecach nauczyciela. Jego oczy wyrażały głęboko anormalne uczucia. Farez zaczął go wypytywać, ale chłopiec poprosił, żeby zabrać go do domu. Kiedy dotarli na miejsce, wypił trochę mleka. Prawe kolano płonęło, odarte ze skóry do żywego ciała. Nauczyciel oczyścił ranę alkoholem i założył opatrunek. I właśnie wtedy Elias powiedział mu, że upadł, ponieważ karzeł przekłuł mu oponę czymś w rodzaju metalowej strzykawki. Farez nie przypominał sobie, aby tego dnia widział osobę niskiego wzrostu. Jego fotograficzna pamięć z góry przeczyła relacji chłopca. Ale - dlaczego kłamać w tak banalnej sytuacji? Chłopak potknął się na jakiejś przeszkodzie i to wszystko. Nie ma w tym nic mistycznego. Elias, spostrzegłszy sceptycyzm nauczyciela, pokazał mu teczkę z rysunkami, którą nosił w plecaku. Wszystkie ukazywały wspomnianą istotę. Na parzystych stronach karzeł trzymał biały balon z wypisaną na nim literą O. Nieparzyste strony przedstawiały go raniącego dwie dziewczynki, które wyglądały na bliźniaczki. Farez bał się, że to początek zaburzeń psychicznych u chłopca, wezwał więc jego matkę i opowiedział jej o zdarzeniu. Zapewniła, że jej syn nie pierwszy raz usprawiedliwia nieszczęścia obecnością jakiejś tajemniczej istoty. Poprosiła go o puszczenie tego w niepamięć tłumacząc, że śledztwo nie było warte zachodu. Farez zgodził się pod warunkiem, że najpierw zabiorą chłopca do lekarza, aby zbadać ranę.
Minął miesiąc, skończyły się zajęcia. Lato przyszło z dnia na dzień. Farze zaczął spotykać się z pewną młodą kobietą, także pochodzącą z Urugwaju, którą poznał na dyskotece w centrum Buenos Aires. Związek stał się poważny. Pewnej środy - wieczorem - otrzymał pilny telefon od matki Eliasa. On jest chory, Don Alberto! Proszę, przyjedź!, błagała kobieta. Farez, który gawędził z zaprzyjaźnionym nauczycielem, natychmiast złapał taksówkę. Samochód niespiesznie przecinał ulice. Ściany sypialni chłopca obklejone były setkami rysunków karła. Otwarty przełyk, grube kopyta, wytrzeszczone oczy - były to niektóre z elementów rysunków. Pokój emanował nieopisanym uczuciem odrzucenia. Elias majaczył w wysokiej gorączce, mamrocząc nie powiązane ze sobą zdania. Lekarz nie odgadł przyczyny choroby. Jego diagnoza brzmiała: nieznana. Czym była infekcja wyłaniająca się z głębi jego komórek? Farez usiadł przy łóżku. Wziął rękę chłopca, pogładził ją opuszkami palców. Chłopak uśmiechnął się, rozpoznając go. Co się z tobą dzieje, Elias? - zapytał Farez. To... to... o... oex, niewyraźnie wymamrotał chory. Kilka godzin później zmarł.
Farez zaczął badać tę sprawę na wszelkie możliwe sposoby. Biblioteki, encyklopedie tak obszerne, że zabrałoby mu dekady, aby skorzystać ze wszystkich oferowanych przez nie możliwości, techniczne słowniki i cała masa podobnych rzeczy. Ówczesne gazety publikowały prośby Faleza, które ukazywały go jako zrujnowanego człowieka, zdruzgotanego przez trzy znaczące litery. O, E, X. Czy było to imię karła? Odpowiedzi na jego pytania udzieliła Edelmira, sąsiadka. Ta ponad siedemdziesięcioletnia kobieta, znana była w sąsiedztwie ze swego zainteresowania okultyzmem i ufologią, które były odpowiedzialne za jej reputację dziwaczki. Nie zważając na opinie innych, Farez odwiedził ją i opowiedział o przeżytych doświadczeniach. Zrelacjonował każde wydarzenie, które zaprowadziło Eliasa prosto do nieba. Kobieta przejrzała kilka tekstów ze swej biblioteki i poprosiła o czas, aby móc wydać właściwy werdykt. Nauczyciel zgodził się,przepraszając za kłopot, jaki jej sprawił.
Otrzymał od niej odpowiedź po upływie pięciu dni. Rozsiadł się w jej salonie. Edelmira rozmawiała z nim z piętra - kończyła czyszczenie podłóg. To nie przeszkadzało jej w udzielaniu potrzebnych informacji drogą werbalną. O, E, X były inicjałami ORR ERR XRR, tajnego stowarzyszenia założonego na Wschodzie między XI a XIII stuleciem. Pierwszy przywódca, J'alka, doprowadził swych zwolenników do popełnienia zbiorowego samobójstwa z powodu nie dopełnienia przez nich 4-letniego postu narzuconego ogniem i mieczem. Ten psychopata najwyraźniej usprawiedliwiał swoje szalone uczynki otrzymywaniem wiadomości od istoty z kosmicznej przestrzeni, która istniała poza Allachem i jego prorokiem Mahometem. Jego hipnotyczne umiejętności sprytnego sekciarza pomogły mu ocalić skórę i zbiec do Afryki, gdzie kontynuował odprawianie swojego kultu. Uznany za heretyka o silnym charakterze zniknął, nie pozostawiając żadnych śladów, poza kolonią w obecnej fortecy Naombi. Poszła ona w ślady swojego założyciela aż do momentu jego całkowitego zniknięcia końcem XIII wieku.
Jego ręce dotknęły krawędzi krzesła. Usiadł. Farez nie rozumiał związku pomiędzy sektą i śmiercią Eliasa. Opuścił dom Edelmiry i postanowił o wszystkim zapomnieć.
Koniec części 1
(w części 2: H.R. Giger i jego doświadczenia z OEX)
Enzo Daedro jest argentyńskim badaczem niewyjaśnionych zjawisk, specjalizującym się w ufologii. Jego artykuły ukazują się m.in. w magazynie Fortean Times. Stąd pochodzi jego tekst o Córkach UMMO, którego tłumaczenie znajdziecie na łamach Gildii Tajemnic. Artykuł o OEX otrzymaliśmy bezpośrednio od autora, jest to więc polska premiera. Wszelkie prawa do polskiego tłumaczenia zastrzeżone (R).