Ostatnia aktualizacja: 2 luty 2001
Autor: Kret
Opisałem poprzednio (jeżeli nie czytałeś zerknij pod ten link) czym - według mnie - jest cyberpunk. Jest to ruch który może nastąpić dopiero po przekroczeniu w społeczeństwie pewnej bariery informacyjnej i technologicznej, poniżej której po prostu nie może nastąpić "rewolucja".
Owa rewolucja to nic innego, jak szybki rozwój świadomości społecznej opartej na dostępie do szybkiego i obszernego strumienia danych. Dane są bowiem czymś obiektywnym - stanowią pożywkę dla naszych receptorów, i bez nich nie moglibyśmy w ogóle działać. Dane są dla nas wszystkim - może to być temperatura, ciśnienie, ciąg modulowanych odgłosów (wydawanych paszczą i nie tylko) ruda żelaza zalegająca w ziemi, zabite zwierzę obdarte ze skóry i potraktowane wysoką temperaturą lub zachowanie innego osobnika naszego gatunku - na przykład płynnie zmieniającego pozycję ciała i niepotrzebnie tracącego duże ilości energii.
Pozwolę sobie na wstępie przypomnieć, że w myśl teorii funkcjonowania systemów każdy system w naszej rzeczywistości jest zasilany dwojakim rodzajem strumieni zasileń - strumienia informacji (a właściwie danych) i strumienia energomaterii. Zasilanie w energię i materię to temat na osobne rozważanie - oba rodzaje zasileń stanowią bowiem przedmiot zainteresowania wielu różnych dziedzin nauki. Dziś jedynie o danych i informacji.
Dane trafiają do nas przez receptory. Może to być skóra, narządy słuchu, wzroku lub - w przykładzie z rudą żelaza - na przykład detektory magnetyczne, w które homo sapiens standardowo wyposażony nie jest i które musi sobie dokupić lub wymyślić.
Dane trafiają do centralnego ośrodka nerwowego jakim jest mózg, i dopiero tu zamieniane są na informację. O ile dane to coś istniejącego realnie, o tyle informacja w najściślejszym, cybernetycznym sensie nie jest w stanie zaistnieć poza konkretną jednostką ludzką. Informacja jest więc naszą najbardziej intymną sprawą, ponieważ z każdego strumienia danych tworzymy ją sobie sami. I nikt oprócz nas tak naprawdę nie ma do niej dostępu.
Proste strumienie danych tworzą zwykle informacje podobnie odczytywane przez większą część populacji. Inaczej jest jednak w przypadku danych o charakterze złożonym. Tutaj decydujące znaczenie ma nie tylko gatunek do jakiego należymy i receptory jakimi się posługujemy. Znaczenia nabiera także kultura w jakiej zostaliśmy wychowani oraz cywilizacja jakiej jesteśmy częścią. Fakt, że jesteśmy zdominowani przez kulturę i cywilizację w swoich codziennych, najprostszych nawet zachowaniach powoduje, że jesteśmy w stanie odczytywać bardziej skomplikowane strumienie danych i przekształcać je we względnie jednolitą dla wszystkich informację. I tak, powracając do przykładów z początku tych rozważań, ciąg modulowanych odgłosów stanie się dla nas sensownym zdaniem wyrażonym mową w konkretnym języku (optymistycznie zakładając, że trafiliśmy na kogoś, kto potrafi się sensownie wyrażać mową w konkretnym języku, co niestety dziś nie jest jeszcze wcale oczywiste), okrutnie okaleczone zwierzę stojące na niższym szczeblu drabiny ewolucyjnej (choć ono niekoniecznie tak uważa) stanie się zwykłym pieczonym kurczakiem a zachowanie osobnika z powyższego przykładu stanie się dla nas oczywistym przykładem tańca. Ruda żelaza odczytana detektorem metalu oznacza dla nas źródło surowca mineralnego, przydatnego do budowy wielu rzeczy choć nie zaliczanego już dziś do tzw. metali strategicznych.
Codziennie odbieramy setki tysięcy różnego rodzaju danych. Większość z nich jednak ma charakter pierwotny. Nazwijmy je danymi pierwszej generacji - ich recepcja bowiem jast nam przyrodzona jako zwierzętom, a zaliczać się tu będzie właśnie temperatura, ciśnienie, wilgoć, głód (dane wewnętrzne o stanie energetycznym organizmu) czy potrzeby seksualne (jakże wysokie i uwznioślane w większości kultur, głównie dlatego, że wśród zwierząt faktycznie są to najwyższe możliwe potrzeby; ale piramida potrzeb ludzkich opracowana przez Maslowa zawiera jeszcze przynajmniej trzy poziomy potrzeb, o których nawet dziś wielu ludzi po prostu nie ma pojęcia, pragnąc jedynie dochować się potomków i zapewnić im byt - ale to taka dygresja na boku).
Dane drugiej generacji to dane będące wytworem kultury. Są to pozornie dane bez znaczenia - pismo, język programowania, interfejs użytkownika komputera lub zasady dotyczące projektowania konstrukcji. Nie są to informacje, ponieważ istnieją niezależnie od poszczególnych ludzi - są jednakże zakodowane, i w razie upadku cywilizacji nie będzie już dekoderów mogących otrzymać użyteczną informację (poczytajcie zresztą "Fundację" Aasimova - nie wymyślam rzeczy nowych w tym momencie).
No więc, wróćmy do pytania zawarego w tytule artykułu: na czym polega rewolucja w Cyberpunku? Gdzie tu związek ze strumieniem danych?
Jeżeli założyć, że
- Społeczeństwo osiągnęło pewien poziom rozwoju technologicznego i jest w stanie zaspokoić swoje podstawowe potrzeby bytowe, wydłużyć przeciętny czas życia do rozsądnych, umożliwiających refleksję nad swoim życiem rozmiarów (powiedzmy 70-80 lat - na początek).
- System redystrybucji dóbr, niedoskonały i powodujący polaryzację ale nie powodujący konfliktów w samym społeczeństwie został w końcu osiągnięty.
- Technologia przepływu informacji osiągnęła taki poziom, że praktycznie KAŻDY obywatel ma dostęp do KAŻDEGO rodzaju informacji (pewne uproszczenie, ale możliwe w długim okresie do zrealizowania).
- Edukacja jest nastawiona na wpajanie członkom społeczeństwa skłonności do poszukiwania własnej prawdy, a także nastawiona na samodoskonalenie swoich wychowanków w okresie późniejszym.
to twierdzę, że zmieniająca się mentalność ludzka, wraz z rozwijającą się siecią strumieni informacyjnych spowoduje wykształcenie się w społeczeństwie pewnych grup, które zainicjują przemianę społeczeństwa informacyjnego w takie, w którym nastąpi rzeczywisty przekaz części władzy z ośrodków decyzyjnych, rządzących do tych właśnie grup. Nową elitę tworzyć będą ludzie bezpośrednio zainteresowani nie tylko korzyściami jakie mogą odnieść, lecz także korzyściami jakie może odnieść wybrana przez nich grupa społeczna. Wdzięczność lub podziw tej ostatniej także jest nagrodą (zresztą bardzo często teoria zachowania społecznego mówiąca, że wszystko robimy zachęceni korzyścią własną jest krytykowana; moim zdaniem w dużej części nie jest ona słuszna).
Dlaczego rewolucja? Bo zmiany dokonywać się będą gwałtownie. Graczami stają się ludzie, pojedyncze, świadome jednostki. Nikt już nie twierdzi, że można uświadomić masy - określenie "masa" jest bowiem już przestarzałe i nawet projektanci zachowań społecznych starają się go nie używać. A jeśli gra toczy się na poziomie człowieka, w dodatku o dużą stawkę - zmiany będą miały charakter gwałtowny. I w dodatku ciągły. Coś się nie podoba - planujemy, wdrażamy plan, zmieniamy. Wygrywamy lub nie. Jeśli to poważny problem, przyjdą inni, pradopodobnie dosyć szybko. Jeśli nie... cóż, widocznie byliśmy za mało świadomi.
Za uczestnictwo w niej trzeba będzie zapłacić. Nowa klasa nie będzi miała lekkiego życia - swoją pozycję będzie musiała wywalczać. Zainteresowanie ze strony służb informacyjnyh (np. UOPu) będzie nieuniknione, a po części nawet usprawiedliwione. W końcu, rewolucjoniści przeważnie są też przestępcami, a w dobie cyfrowych wojen oznacza to przecież hakerów i oszustów komputerowych. W ciągu całego okresu historii cywilizacji pionierzy nowych idei nierzadko nie różnili się specjalnie od elementów - że się tak wyrażę - przestępczych. Zresztą - żeby daleko nie szukać - taki Dziadek Piłsudski (przepraszam zainteresowanych, ale sądzę że jego bezpośredni znajomi już tego nie czytają, a reszta wyrobiła sobie opinię - tak jak ja - na podstwie dokumentów pisanych i przekazów ustnych)...
Do czego zatem dojdzie społeczeństwo informacyjne? Nie tylko do możliwości wzięcia udziału w procesie decyzyjnym i rzeczywistego wpływu na bieg wydarzeń społecznych. Pamiętajmy, że społeczeństwo jest także organizmem - teoria ta ma swoich przeciwników, ale już na pewno nikt (nawet Marks) nie zaprzeczy, że społęczeństwo jest systemem. Jak do tej pory, zachowujemy się w sposób nieco chaotyczny - nauki społeczne są tak naprawdę na początku swojej drogi i za wyjątkiem opisu rzeczywistości nie są w stanie zbyt wiele powiedzieć o prawidłach rządzących takimi systemami. Integracja systemu informacyjnego i powstanie nowej klasy - nie uzależnionej od "stosunku do środków produkcji" (panie Marks) ani od żadnej innej stratyfikacji, opartej na urodzeniu lub majątku - pozwoli na zintegrowanie samego społeczeństwa i wyodrębnienie nowego homeostatu - podsystemu regulującego cele zachowania systemu. Dotychczas rolę tę pełnił rząd, lecz ten podsystem nie miał zbyt wysokiej sprawności - czyli nie osiągałw zbyt wysokim stopniu stawianych sobie celów. Jeśli jednak za sterowanie zabierze się nie skłócona garstka, lecz zintegrowana, reprezentatywna dla całej populacji grupa - przejdziemy do następnego etapu gry. Cyberpunkami zwać będziemy wówczas tych, którzy zdecydują się poświęcić możliwe do osiągnięcia w krótkim okresie wygodne życie i zdecydują się "zagrać" w grę, w której możne wiele zyskać i wiele stracić - w grę zwaną polityką. Ale polityką nowego rodzaju - osiągalną dla wszystkich.
Problemów, przed jakimi stoi współczesne społeczeństwo, jest cała masa. Nawet najbardziej rozwinięte kraje nie są jeszcze w stanie nazwać się w pełni społeczeństwami informacyjnymi. Problemy natury technologiczno - finansowej są naturalne, a ich pokonanie zajmie zapewne masę czasu. Lecz nie powinno się tego procesu na siłę przyspieszać.
Największy problem stanowi perspektywa społeczeństwa o potężnych możliwościach wymiany informacji, które jednak z racji zaniedbania rozwoju swoich członków stanowi społeczeńśtwo świetnie przystosowanych debili. Niebezpieczeńśtwa tego nie da się uniknąć, można je jednak zminimalizować.W każdej społeczności znajdzie się grupa ludzi oglądająca seriale brazylijskie i słuchająca disco - polo. Zresztą - większość współczesnych produkcji hollywoodzkich nie odbiega specjalnie standardem od oklepanych schematów, stanowiących już tak wyjeżdżone toposy literatury europejskiej, że w każdym nieco ambitniejszym dziele skrupulatnie pomijane lub rozwijane w sposób niebanalny.
Nie ma się co oszukiwać - telewizja i kino stanowią ważny wkład w wychowanie i socjalizację młodych ludzi. W wielkich miastach, przy braku kontaktu z naturą (której działanie wychowawcze jest chyba największe, i - jak mi się wydaje - najmniej dostrzegane) są to podstawowe sposoby czerpania wiedzy o świecie. Do tego dochodzi internet jak medium - mam nadzieję - w przyszłości podstawowe. Radio pomijam, bo choć jego rola jeszcze długo będzie się utrzymywała, to zanika już wyobraźnia odbiorcy - czego dowodem jest między innymi znikoma liczba nowych słuchowisk. Zresztą, w parze z zanikiem wyobraźni słuchaczy idzie zapewne zanik wyobraźni nadawców...
Jeśli zatem mamy stworzyć społeczeństwo informacyjne, społeczeństwo które może być początkiem rozwoju prawdziwie wolnego społeczeństwa wolnych jednostek, należy zacząć - jak zwykle - od edukacji. Należy zmienić nie tylko wzory wychowawcze, które wpajać będziemy nowym pokoleniom - musimy także zmienić swój własny stosunek do szkoły i nauki. Wiedza - a raczej chęć jej selektywnego i użytecznego gromadzenia - powinna być podstawową wartością w naszym kraju. Przerażający obecnie stan tej dzidziny życia w Polsce każe jednak przypuszczać, że na takie zmiany jeszcze poczekamy.