Wyszukiwanie

Przygody
Świat Mroku
Różniaste różności
Gildie
  DVD
Mroczny znak
Ostatnia aktualizacja: 16 listopad 2000
Autor: Tomasz Stańczak



Starzec wpatrywał się w okno. Zamknięte okiennice co najmniej, że było to przynajmniej dziwne. Jednak po osobach w takim wieku nie można było się spodziewać, że wszystko co zrobią da się wytłumaczyć. Więc... starzec wpatrywał się w okno, i to od dłuższego czasu. Człowiek ten nie wyglądał ani na biednego, ani na bezbronnego. Niewątpliwie wielu obecnych w karczmie słyszało o nim w latach, gdy wędrował po Barsawii poszukując przygód, teraz jednak rzadko kto potrafiłby go rozpoznać, a co dopiero przypomnieć sobie jego Imię. Teraz czekali na jego opowieść. Nie wiedzieli kiedy zacznie, ale czekali i to cierpliwie z wyjątkiem kilku lekko podchmielonych obdartusów w kącie pomieszczenia. Starzec odwrócił się dość gwałtownie. Obiegł obecnych wzrokiem, po czym przemówił głosem zimnym i cichym, docierającym jednak do wszystkich i to z taką siłą, że każdy czuł się nagle słabym, strachliwym i nic nie znaczącym. Rozpoczął swoją historię...

Weszliśmy do wioski nieświadomi tego co nas czekało. T-Skrang, Krasnolud i ja. Przy grząskiej drodze stały rozpadające się domy. Mało tam było Dawców Imion. Myśleliśmy, że pochowali się w obawie przed nami. Już nieraz spotykaliśmy się z takim przywitaniem. Na zewnątrz było tylko kilku żebrzących, chorych umierających. Takim nie pomagaliśmy. W tamtych czasach byliśmy przekonani, że przeznaczone nam są czyny trudniejsze, przynoszące sławę i bogactwa. Jakże się myliliśmy...

Starzec przerwał na chwilę. Może próbował sobie cos przypomnieć. Równie prawdopodobne, że na chwilę się zamyślił. Po trwającej nie więcej niż pół minuty przerwie, kontynuował swą opowieść...

Podchodzili do nas z błaganiem o pomoc, my szliśmy jednak do przodu, chcieliśmy jak najszybciej znaleźć gospodę. Chcieliśmy odpocząć po podróży. Na chwilę tylko przyciągnęła naszą uwagę... ta biegnąca przed siebie elfka... krzyczała... miała okropny wyraz twarzy... jakby zobaczyła coś strasznego. Nigdzie nie było widać nikogo zdrowego i zaczynało mnie to już denerwować. Chwyciłem jakąś kobietę za gardło. Zapytałem ją, czy chce umrzeć... pamiętam jej oczy... nie, nie bała się... patrzyła jakby gdzieś daleko za mnie... poczułem, jak coś chwyta mnie za nogę. Krasnolud zareagował wcześniej. Jego topór przemknął mi przed oczami, chwilę później odrąbując jej mackę. Trzymałem ją jeszcze chwilę. Gdy zwolniłem uścisk, powoli osunęła się na ziemię. Parę sekund później pędziła z piskiem w kierunku jednego z budynków. Spojrzałem w inną stronę. Przed sobą widziałem zniszczoną bramę. Jednego jej skrzydła nie było w ogóle. Mur, w którym tkwiła rozpadał się ze starości. Rzadko cokolwiek mnie zaskakiwało, ale to co zobaczyłem za bramą było nierealne. Wielobarwne kwiaty wyścielały przestrzeń między pięknymi rzadko spotykanymi drzewami i krzewami. Ogród wydawał się być jakby z innego miejsca...

Na twarzy człowieka pojawił się uśmiech. Chwilę nic nie mówił. W tym czasie karczmarz napełnił jego kufel grzanym piwem. Głos starca zabrzmiał ponownie...

Piękno tego skrawka ziemi przyciągało nas. Chwała Jaspree za cuda, jakie wnosi do naszego życia. Ruszyliśmy przed siebie. Po pewnym czasie oderwaliśmy wzrok od wielobarwnych roślin. Naszym oczom ukazał się dość spory dworek. Był w opłakanym stanie. Zapewne dawno już nikt w nim nie mieszkał, gdyż drzwi i okna były zamurowane. Całość niesamowicie kontrastowała z otoczeniem. Byliśmy już pewni, że miejsce, w którym się znajdowaliśmy nie było normalne. Obeszliśmy dworek kilka razy w poszukiwaniu wejścia. Stwierdziliśmy, że nie ma innej szansy, jak wejście przez jedno z okien na piętrze. Ruszyliśmy do wioski po drabinę. Znaleźliśmy ją w jednej ze stodół i natychmiast wróciliśmy by spenetrować zagadkowy dom. Wszedłem pierwszy. Szybko rozejrzałem się po pokoju, po czym pomogłem wejść towarzyszom. Znaleźliśmy się w zamkniętym, zakurzonym pokoju. Krasnolud zauważył zmasakrowane świeże zwłoki. Ich widok przyprawiał nas o dreszcze. Na biurku, pod którym leżało ciało znajdował się nóż do otwierania listów, wyschnięty kałamarz i sterty czystych kartek. W szufladach znalazłem kilka bardzo starych monet oraz wielką księgę zapisaną w nieznanym nam języku. W pokoju wisiało kilka ram po obrazach. Ich wewnętrzne brzegi były osmolone, a na ścianach za nimi widniały ślady pozostawione przez płomień. Zabraliśmy księgę i kilka innych rzeczy znalezionych w pomieszczeniu. Postanowiliśmy iść dalej. Na naszej drodze stanęły zamknięte masywne drzwi. Może lepiej było się wycofać i nigdy tam już nie wracać...

Człowiek na chwilę przymknął oczy. Rozejrzał się nerwowo po czym wstał i ruszył w kierunku schodów. Liczba klientów w karczmie zaczęła topnieć, gdy zniknął w ciemności swojego pokoju. Karczmarz zaczął liczyć pieniądze uśmiechając się przy tym, bo wiedział, że kolejnej nocy starzec będzie kontynuował swoją opowieść.