Ostatnia aktualizacja: 14 maja 2003
Autor: Adam Waśkiewicz
Ilustracja: Przemysław Szymczak
Wysoko stechnicyzowane życie w ciągłym pośpiechu
odseparowało ludzi od animistycznej przeszłości.
Zniknęły budowane z kamienia miejsca poświęcone
pierwotnym siłom. Samo miasto stało się przerośniętą,
monstrualną wersją Stonehenge. Jego duch rozwinął
zęby, mnóstwo małych zębów, przeciw nieświadomym
czcicielom.
Ryck Neube, Debrouiller
Patrząc na współczesne metropolie, nazbyt często dostrzegamy jedynie bezduszną, asfaltową dżunglę, cyklopowe konstrukcje ze stali i szkła, zupełnie zapominając, że miasta są domem dla niezliczonej liczby stworzeń - ludzkich i nie tylko.
Miłośnicy Świata Mroku doskonale wiedzą, jak znakomitym źródłem pomysłów do wykorzystania jako podstawa scenariusza (bądź nawet całej kampanii) mogą być rozmaite miejskie legendy. Poczesne miejsce wśród opowieści tworzących współczesny folklor, stanowią opowieści o zwierzętach - wszyscy chyba słyszeli o aligatorach w chicagowskich kanałach; w tym cyklu tekstów postaram się przybliżyć nieco mniej znane, choć równie ciekawe legendy. Na pierwszy rzut pójdzie....
101 Dalmatyńczyków
Legenda: Nie bez przyczyny mówi się, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Czworonożni towarzysze ułatwiają pracę pasterzom, myśliwym; specjalnie szkolone psy pomagają policji i celnikom odnajdywać broń, materiały wybuchowe i narkotyki. Nie sposób także przecenić wkładu, jaki każdego dnia wnoszą psy w ratowanie ludzkiego życia - od bernardynów wyszukujących alpinistów zasypanych przez lawiny, po teriery przeciskające się przez rumowiska w szkockich kopalniach, bezbłędnie docierając do uwięzionych górników. Gdziekolwiek ludzkie życie jest zagrożone, psy nieodmiennie towarzyszą tym, którzy wyruszają, by je ratować.
Nic więc dziwnego, że także w straży pożarnej wcześniej czy później musiały znaleźć się psy. Według jednej z wersji tej historii, w którymś z miast na wschodnim wybrzeżu USA młody strażak nie miał z kim zostawić swojego kilkumiesięcznego szczeniaka, gdy nagle został wezwany na akcję. Choć obawiał się reakcji przełożonych, zabrał psa ze sobą. Jego obawy okazały się całkowicie płonne - mały dalmatyńczyk szybko zdobył sobie sympatię wszystkich strażaków w jednostce, stając się jej maskotką. Gdy w jakiś czas później pies ocalił kobietę uwięzioną w piwnicy płonącego budynku, władze miasta udzieliły oficjalnej zgody na włączenie dalmatyńczyków do wszystkich podległych im jednostek straży pożarnej. Znakomita ich większość nie miała nawet okazji do wykazania się takim bohaterstwem, jak ich kolega, jednak miłe usposobienie i sympatyczny wygląd szybko zaskarbiły im życzliwość ludzi, z którymi pracowały.
Niestety, w czasie jednej z większych akcji, gdy kilkanaście załóg walczyło z żywiołem trawiącym ogromną posiadłość, okazało się, że podczas gdy nikt nie pilnował wyniesionych z budynku ciał, zapach upieczonego mięsa stał się dla obecnych tam psów pokusą zbyt silną, by mogły się jej oprzeć. Incydent szybko zatuszowano, rodzina zmarłych i tak nie chciała oglądać zwęglonych zwłok. Cała sprawa zapewne poszłaby w zapomnienie, lecz psy najwyraźniej zasmakowały w nowym, nieznanym dotąd przysmaku. Informacje o jednym z kolejnych takich wypadków przedostała się do mediów; gazety prześcigały się w opisywaniu pikantnych szczegółów - jak podają bardziej stonowane relacje, ciała były okaleczone w stopniu uniemożliwiającym identyfikację zwłok. By zapobiec dalszym tego rodzaju wypadkom (i uspokoić opinię publiczną przed zbliżającymi się wyborami), włodarze miasta podjęli decyzję o natychmiastowym uśpieniu wszystkich psów znajdujących się na wyposażeniu straży pożarnej.
Na tym, oficjalnie, zakończyła się krótka historia strażackich dalmatyńczyków. Jak jednak niesie wieść gminna, człowiek, który miał zawieść psy do uśpienia, zamiast tego wywiózł je gdzieś na odludzie, i wypuścił na wolność. Od tamtej pory, na wpół zdziczałe, przemierzają one bezdroża Ameryki, polując na samotnych podróżnych; ich ofiarą padło też ponoć kilka rodzin mieszkających na odludnych farmach...
Świat Mroku: Ta historia krąży nie tylko wśród śmiertelników, znają ją dobrze także również wampiry z Sabatu. Kilka, czy jak twierdzą inni - kilkanaście lat temu, na watahę dzikich psów natknął się zwiadowca jednej z nomadycznych sfor Miecza Kaina. Gdy, jak głosi legenda, ów Ravnos próbował podporządkować sobie zwierzęta mocą Animalizmu, te rzuciły się na niego. Nawet nadludzka wytrzymałość nie zdołała ocalić odszczepieńca, który szybko padł, rozszarpany na sztuki. Jego krew dodała psom nowych sił, obdarzyła niezwykłym wigorem. Wyczulony węch, wyostrzony dzięki wampirzej krwi płynącej teraz w ich żyłach, bez problemu pozwolił im odnaleźć towarzyszy Ravnosa, ukrytych przed promieniami słońca w jakiejś opuszczonej szopie. Śpiący Kainici nie stawiali żadnego oporu, gdy opadła ich sfora piekielnych psów; które dzięki ich vitae nabrały nowych, nieludzkich mocy. Ponoć przez całe dekady utrzymuje je ona przy życiu; gdy jej działanie poczyna słabnąć, psy wyruszają na poszukiwanie kolejnej nieumarłej ofiary, by nasycić się jej życiodajną krwią.
Pewnego dnia, na jednej z uliczek na przedmieściach którejś z metropolii, zamyślony Tubylec Betonu dostrzegł samotnego, wychudzonego psa. Zwierzę niemal namacalnie roztaczało wokół siebie smród żmijowego piętna i wampirzej krwi. Garou niepostrzeżenie ruszył za nim, marząc o sławie, którą zyska, gdy znajdzie i zabije nieumarłe wynaturzenie, któremu, jak sądził, służy pies. Zwierzę podążało w stronę opuszczonych magazynów - idealnej kryjówki dla krwiopijcy. Wilkołak w myślach już widział wampira pogrążonego w głębokim śnie, i swoje pazury rozszarpujące jego gardło. Nagle ze zdziwieniem spostrzegł, że pies zatrzymał się w ślepej uliczce; jeszcze większe było jego zdumienie, kiedy usłyszał za sobą zduszony, gardłowy warkot. Gdy odwrócił się, ujrzał kilkanaście czworonożnych sylwetek, zmierzających powoli w jego stronę. Do samego, bolesnego końca był przekonany, że psy służyły jakiemuś wampirowi...
Gra: Powyższą legendę i jej bohaterów można wykorzystać w kronice przynajmniej na kilka sposobów. Najprostszym i najbardziej oczywistym jest użycie dalmatyńczyków jako bezpośrednich przeciwników postaci podróżujących gdzieś przez USA. Zarówno watahy wilkołaków, jak i nomadyczne sfory Sabatu stosunkowo często przemierzają bezdroża, czy słabiej zaludnione tereny - MG może wykorzystać spotkanie z psami jako urozmaicenie scenariusza, lub samodzielną przygodę. Choć paranoiczni gracze z reguły wyposażają swoje postacie po same zęby, to wampirza krew wzmocniła psy (sugerowałbym użycie statystyk Dużego Psa - Wampir: Podręcznik Gracza s. 189), i obdarzyła nieludzkimi mocami (wybór konkretnych Dyscyplin, jak i określenie ewentualnego wpływu, jaki na psy mogło mieć spożycie w przeszłości mięsa wilkołaka, pozostawiam już w gestii Mistrza Gry), ponadto sfora dysponuje przynajmniej kilkukrotną przewagą liczebną nad postaciami, a jej członkowie odporni są na moce Animalizmu, jak i analogiczne Dary garou (jak np. Życie Zwierząt, Władca Zwierząt, a także Zew Żmija; ale nie Wyczucie Żmija i Mowę Zwierząt).
Innym sposobem może być wykorzystanie psów jako ukrytego elementu scenariusza, którego istnienie ujawni się dopiero pod jego koniec - jeśli np. postacie dowiedzą się, że zginął jeden z ich znajomych członków Rodziny, na ciałach jego martwych ghuli znaleziono ślady ugryzień (i, prawdopodobnie, częściowej konsumpcji), a wokół miejsca tragedii pełno było tropów łap, gracze z pewnością podejrzewać będą wilkołaki, ewentualnie jakiegoś zdegenerowanego Gangrela i jego świtę. O psach i otaczającej je legendzie, bohaterowie dowiedzą się (o ile w ogóle) dopiero znacznie później, gdy wojna z miejscową społecznością zmiennokształtnych będzie już wisiała na włosku.
Nawet pokonane, psy mogą powrócić w kolejnych przygodach - było ich całkiem sporo, a na przestrzeni lat mogły przybyć kolejne ich pokolenia, od urodzenia uzależnione od wampirzej krwi.
To na razie wszystko. Napiszcie do mnie, jeżeli macie jakieś uwagi dotyczące tego tekstu. Jeśli spotka się on z życzliwym przyjęciem, na pewno doczekacie się jego kontynuacji.
Tekst możecie także skomentować na naszym Forum Dyskusyjnym.